Zagłębie Lubin popełniło błędy, a Wisła Płock je wykorzystała – nic nowego

Zagłębie Lubin rozpoczęło 2021 rok od falstartu. Podopieczni Martina Seveli w spotkaniu u siebie przegrali z Wisłą Płock 0:2 po błędach w pierwszej połowie.

Starcie nieskutecznych napastników

Nawet jeśli Zagłębie Lubin w rundzie jesiennej grało w kratkę, trzeba było im oddać jedno. “Miedziowi” nie przegrali bowiem wcześniej ani jednego meczu na swoim stadionie. Co więcej, ostatni raz polegli u siebie właśnie w poprzednim starciu z “Nafciarzami”. W lipcu płocczanie wygrali 1:0 po bramce Mateusza Szwocha na początku drugiej połowy. Mimo to, gospodarze byli przed tym spotkaniem stawiani w roli faworytów.

Przed meczem mówiło się przede wszystkim o nieskuteczności napastników z obu stron. Rok Sirk i Samuel Mraz zdobyli łącznie w tym sezonie ligowym tylko trzy bramki, natomiast Patryk Tuszyński, który zagrał od pierwszej minuty w piątkowym meczu tylko raz skierował piłkę do siatki. Po obu stronach najlepszymi strzelcami jesieni byli odpowiednio Lorenco Simić i Alan Uryga, czyli obrońcy. Co więcej, stopera Zagłębia w tym spotkaniu zabrakło.

“Nafciarze” wykorzystali błędy rywali

Można powiedzieć, że losy meczu wyjaśniły się jeszcze w pierwszej połowie. W 23. minucie Dejan Drazić za lekko podał piłkę do Dominika Hładuna, który zdecydował się nie wychodzić z bramki. Podanie od piłkarza Zagłębia trafiło tym sposobem do Damiana Kocyły, którego próbował zatrzymać Dominik Jończy. Obrońcy “Miedziowych” bardziej zależało, żeby zatrzymać rywala niż wyłuskać piłkę, co zresztą było trudne w tamtej sytuacji. Tym sposobem 23-latek sprokurował rzut karny, który po długiej analizie VAR wykorzystał Mateusz Szwoch.

Poza tym Jończy opuścił boisko z czerwoną kartką. To oznacza, że Zagłębie w meczu z Lechem może mieć poważne problemy z linią defensywną. Wciąż bowiem nie wyleczył kontuzji Lorenco Simić, a Sasa Balić w pierwszej połowie został ukarany żółtą kartką, dlatego również nie zagra w najbliższym spotkaniu.

Również drugiego gola dla “Nafciarzy” mogą mieć na sumieniu “Miedziowi”, a dokładnie Jewgienij Baszkirow. Rosjanin najpierw niepewnie wybił piłkę, która ostatecznie jednak trafiła do Patryka Szysza, a następnie z łatwością ograł go w jego polu karnym Dawid Kocyła. 18-latek znalazł się “sam na sam” z Dominikiem Hładunem i wykorzystał nadarzającą się okazję, ustalając wynik spotkania.

Nic nowego

Co wiemy o obu drużynach po wznowieniu rozgrywek ekstraklasy? Krótko mówiąc, to samo, co wcześniej. Zagłębie Lubin wciąż popełnia błędy w polu karnym lub na jego wysokości i ma problemy z ustawieniem się w defensywie. Niektórzy stwierdzą, że powodem jest brak Lubomira Guldana, który niedawno zakończył karierę i został dyrektorem sportowym, ale przecież jeszcze ze Słowakiem w obronie zespół miał w tych aspektach poważne problemy. Zarówno z przesuwania się linii defensywnej, jak i postawy Jewgienija Baszkirowa, który w ciągu pół roku zaliczył duży zjazd, Martin Sevela powinien wyciągnąć wnioski.

Również Wisła Płock nie pokazała nic szczególnego względem gry jesienią. Zespół wciąż liczył przede wszystkim na błędy rywala, a że “Miedziowi” popełnili ich dość sporo, zebrali określony materiał, żeby wywieźć z Lubina trzy punkty. Na umiarkowane pochwały zasłużyli Dawid Kocyła, Mateusz Szwoch i Damian Rasak. Wynikało to jednak właśnie z błędów lubinian w środkowej strefie.

Czarne chmury nad Zagłębiem

Po tym meczu Wisła Płock wskoczyła na dziewiątą pozycję. “Nafciarze” do tej pory zgromadzili 19 punktów. Tymczasem Zagłębie wciąż jest szóste, aczkolwiek na zakończenie kolejki może przesunąć się w dół. A problemy w defensywie, z jakimi będzie się zmagać Martin Sevela przed meczem z Lechem dodatkowo nie mogą wróżyć “Miedziowym” nic dobrego.

Fot. screen Canal+ Sport

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO