Długi szansą dla La Masii? Barcelona przyszłości
10.03.2021

Przez ostatnie 12 miesięcy w Barcelonie wydarzyło się tyle, że można by tym obdzielić kilka, kilkanaście klubów z topu. Najważniejsze jednak się dokonało – kibice wygrali starego-nowego prezydenta. Joan Laporta ma przed sobą mnóstwo roboty. Posprzątać klub organizacyjne, finansowo i sportowo. Ręce dwie, a palących spraw mnóstwo. Pytanie czy na tym całym chaosie nie skorzysta barcelońska młodzież. Kiedy, jeśli nie teraz?!

Był czas, gdy wychowankowie Barcelony jeden za drugim wpadali do pierwszego zespołu czy składu. Wszyscy uwierzyli, że to będzie wieczne. Jednak umówmy się, nawet najlepsze akademie na świecie, nie mają antidotum na sukces. Na każdym poziomie są inne problemy.

De Toekomst Ajaxu niczym nie ustępuje La Masii pod względem szkolenia. Być może nieco niżej jest akademia Dinama Zagrzeb. Tyle że tam oglądamy, co chwila mnóstwo wychowanków w podstawowych składach pierwszych drużyn. Nie trzeba być Einsteinem, by wiedzieć, że droga do składu w Zagrzebiu czy Amsterdamie jest krótsza od tej w Barcelonie. Choćby dlatego, że tam kluby są nastawione na promowanie i sprzedawanie swoich perełek. Zapewne dlatego Barca musiała się obejść smakiem przy odejściach Andre Onany czy Daniego Olmo.

Krótko mówiąc łatwiej wyszkolić i sprzedać zawodnika w Amsterdamie, niż w Barcelonie. Tym bardziej, że Blaugrana nie szkoli dla pieniędzy, tylko do gry. Że taki Pedri mógłby zostać spieniężony już dzisiaj? Zapewne w 95% klubów Europy tak by było, ale on jest w ścisłym topie. La Masia ma ogromne środki finansowe na technologie, trenerów, możliwości do ściągania najzdolniejszych kandydatów na kandydatów na piłkarzy. Ale ma też największe wymagania pod kątem finalnego “produktu”, czytaj: zawodnika. Dlatego wielu trenerów może się obawiać masowego stawiania na młodzież. Co innego radzić sobie wokół Dusana Tadicia w Amsterdamie, co innego w Zagrzebiu, a tutaj trzeba sprostać wymaganiom gry z Messim, De Jongiem czy Griezmannem.

Drogi, to nie znaczy, że idealny

Kupić drogo i dobrze to żadna sztuka. Ale kupić drogo i słabo to już kłopot. W ostatnich latach Barcelona wydawała ogromne kwoty na swoje gwiazdy. Trudno dzisiaj przekonać kibica katalońskiego klubu, że kwoty za Ousmane Dembele, Antoine Griezmanna czy Philippe Coutinho się zwróciły na boisku. Zresztą pierwszy sezon Frenkiego De Jonga był również ciążący ze względu na kwotę transferu Holendra.

Gdyby dzisiaj podsumować cztery wspomniane ruchy Bartomeu, to w zasadzie przy jednym można powiedzieć jednoznacznie, że był dobry. Mowa o De Jongu. Dembele będą wypominane kontuzje i podejście do zawodu, Griezmannowi z kolei nieumiejętności przełożenia swoich występów z Atletico do Barcelony. O Brazylijczyku nawet nie ma co wspominać, bo dzisiaj wszyscy modlą się, by odzyskać chociaż 1/3 tego, co zapłacili Liverpoolowi. Ale kłopotem jest…

Nieumiejętności sprzedaży

Barcelona mogłaby się dzisiaj pozbyć kilku piłkarzy, by zarobić trochę pieniędzy. Kłopot w tym, że… nikt tam – w ostatnich latach – nie potrafił normalnie sprzedać piłkarza. Albo odchodzili za darmo, albo za śmieszne pieniądze. Oczywiście absolutnym mistrzostwem jest wypożyczenie Luisa Suareza i płacenie mu części wynagrodzenia.

Przyjmijmy jednak, że kilku graczy chcieliby się pozbyć dzisiaj. Weźmy pod uwagę tych, którzy są zawodnikami drugiego planu przy całej zdrowej kadrze. Samuel Umtiti, Clement Lenglet czy Junior Firpo to nadal piłkarze w sile wieku. Najwięcej zapewne Barca dostałaby za Lenglet. Wiek, doświadczenie i niezła sytuacja zdrowotna. Cena Umtitiego spadała wraz z każdą kontuzją. Firpo wielokrotnie udowodnił, że jest jeźdźcem bez głowy i żaden wielki klub go nie weźmie. Wśród pomocników Philippe Coutinho i w zasadzie tyle. Ale u niego również ogromny kłopot z kontuzjami, a także kilka lat bez formy i regularnej gry w podstawowym składzie. Dlatego z ceny 140 milionów euro trzeba będzie wymazać jedynkę i dopiero rozpoczynać negocjacje…

Ponadto spora liczba graczy, których wiek zamyka jakiekolwiek rozważania, jak choćby Neto, Miralem Pjanić czy Martin Braithwaite. Trudno sobie wyobrazić, by dzisiaj ktoś miał za te nazwiska zapłacić godne pieniądze. Zresztą na kilku podstawowych graczach trudno byłoby dzisiaj zarobić. Gerard Pique 34 lata, Sergio Busquets rocznikowo 33, Leo Messi 34, Jordi Alba 32, a za niedługo do grona trzydziestolatków dołączy Sergi Roberto.

Dali przykład

Pytasz o największe talenty Barcelony, słyszysz Pedri i Ansu Fati. Oczywiście pierwszemu bliżej do Ronalda Araujo, którego wypatrzył klubowy skauting. Kupiony w 2019 roku, ale jeszcze poprzednie rozgrywki spędził na wypożyczeniu w rodzimym Las Palmas. Już w przedsezonowej zapowiedzi w formie sondy eksperckiej na naszych łamach mogliście przeczytać, że to może być jego sezon. – Serce mówi – Pedri! Nie wiem tylko, czy nie należałoby uznać, że został on już jednak odkryty – mówiła Julia Cicha, redaktor naczelna FcBarca.com. Nieco mniej “wiary” w niego miał inny kibic Barcy. – Ciekawi mnie też jaki ma pomysł Barcelona na Pedriego, który ma gigantyczny potencjał – ale tu do jego wystrzału konieczne byłoby trafne wypożyczenie, na które się nie zanosi – typował Michał Gajdek.

Fati jest w trakcie pierwszego kryzysu swojej kariery. Oczywiście mowa o ciężkiej kontuzji, którą leczy od początku listopada. Każdej przerwy zdrowotnej szkoda, ale tutaj tym bardziej. W końcu początek sezonu ten 18-latek miał genialny.

Kontuzje i kłopoty

Prawdopodobnie, gdyby nie lawina kontuzji, Ronald Araujo i Oscar Mingueza dostaliby może szansę przeciwko Cadizom, Alavesom w lidze czy Ferencvarosowi i Dynamo Kijów w Lidze Mistrzów oraz grali w Pucharze Króla. Oczywiście zakładając obecną sytuacje finansową. Tymczasem ogromne kłopoty pokazały, że warto mieć rozeznanie wśród graczy rezerw lub tych, którzy są na granicy obu drużyn. Dzisiaj zresztą Ronald Araujo jest uznawany za numer 1 na środku obrony. Jego ostatnie kłopoty zdrowotne mocno popsuły humory na Camp Nou.

Zresztą Oscar Mingueza w ubiegłym sezonie nie był numerem jeden w rezerwach Barcelony. Wówczas Araujo grał wszystko od deski do deski. Pozostali środkowi obrońcy podlegali rotacjom. W ten sposób podobne bilanse mieli Mingueza, Chumi i Jorge Cuenca. Dwóch ostatnich dzisiaj gra w drugoligowej Almerii. Cuenca wypożyczony z Villarrealu, który kupił go z Barcy, a Chumi trafił do Andaluzji po skończonym kontrakcie w Katalonii.

Na dzisiaj jednak różnica między dwoma obrońcami, którzy zostali w Barcelonie jest spora. W przypadku Urugwajczyka mowa o jednym z największych talentów wśród środkowych obrońców na świecie. Szybkość, umiejętność wygrywania pojedynków, dobra gra w powietrzu to tylko kilka z długiej listy cech Araujo. Jeśli się nie zatrzyma w rozwoju, już za moment będzie liderem obrony Barcelony. Mingueza to jednak sporo braków na dzisiaj. Patrząc jednak na jego uniwersalność, może okaże się takim Nacho/Lucasem Vazquezem Barcy. Krótko mówiąc nie musi być wybitnym w jednym miejscu, ale wszędzie solidny.

Wieczne talenty

Wciąż uznawany za wielki talent Riqui Puig rozegrał 1254 minuty w pierwszej drużynie, co daje 14 pełnych meczów. Mowa o chłopaku, który w sierpniu skończy 22 lata. W przypadku Carlesa Alenii mowa o prawie 38. pełnych meczach od początku kariery. Alena jest rok starszy, obecnie smakuje drugiego wypożyczenia, ale to nadal śmieszne liczby. Zawodnicy w ich wieku mają za sobą kilka pełnych sezonów, a oni uzbierali liczby, które często są domeną tych dopiero wchodzących.

Następni w kolejce

Gdy wszyscy zachwycają się Pedrim i Fatim z rocznika 2002, do gry wchodzi rok młodszy Ilaix Moriba. W ostatnich tygodniach jego występy zawsze zostawiają ślad w raporcie statystycznym po meczach. Asysty z Alaves i Sevillą, a teraz gol przeciwko Osasunie. Urodzony w Gwinei młodzieżowy reprezentant Hiszpanii idzie w górę w hierarchii Ronalda Koemana. Holender wolał dać szansę przeciwko Baskom właśnie Moribie, a nie Pjaniciowi. Podobnie było zresztą przy zmianach w trakcie spotkania w Pampelunie.

Fani Barcelony głośno także domagają się szans dla reprezentanta USA Konrada de la Fuente. Skrzydłowy do tej pory dostawał pojedyncze minuty i wydaje się, że w tym sezonie może mieć kłopoty o zdecydowane zwiększenie tego limitu. Droga do składu długa, a pierwszymi zmiennikami wydają się być Trincao i Braithwaite, choć mowa o dwóch graczach, których chętnie zdecydowana większość fanów by się pozbyła.

***

Umiejętne wprowadzenie to jedno, ale także kolejne kroki sportowe i organizacyjne będą ważne. W tym momencie trwają pracę nad nowymi umowami dla wielu z wymienionych graczy. Jak informuje serwis Fcbarca.com kontrakt Minguezy wygasa z końcem sezonu, ale klub ma możliwość jednostronnego przedłużenia o dwa lata. Podobne możliwości są przy kontraktach Pedriego i Fatiego, co może kibiców uspokoić. Priorytetem ma być też umowa Ilaixa Moriby, która nie zawiera takiej opcji, ale dzisiaj buforem bezpieczeństwa jest klauzula odejścia w wysokości 100 milionów euro.

W ostatnim czasie mówiło się tylko negatywnie o perspektywach Barcelony. Nadal trudno mówić o przewadze pozytywów. Nie ma wątpliwości, że początki prezydentury Laporty to zapewne czas kolejnych trupów wypadających z szafy. Pozostałości po kadencji Bartomeu długo będą się ciągnęły za katalońskim klubem. Może jednak wesoła twórczość w księgowości i burdel finansowy przełoży się na więcej szans dla młodzieży z juniorów i rezerw. Jeśli tak, to może któryś z wychowanków La Masii będzie skory wysłać paczkę do kryminału dla jednego z najgorszych działaczy piłkarskich XXI wieku w topowych ligach.

200PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO