Krzysztof Marciniak: Mladenović jest mocnym kandydatem do tytułu Piłkarza Roku

Sezon 2020/2021 PKO Ekstraklasy dobiega końca. Już od środy wiemy, że mistrzem Polski po raz kolejny jest Legia Warszawa, jednak na niższych miejscach wciąż może być ciekawie. Jakie wyzwania czekają Legionistów przed nowymi rozgrywkami? Kto jest faworytem do zajęcia czwartego miejsca, a kto jest głównym pretendentem do spadku? Więcej w rozmowie z cyklu “Czas na ekstraklasę” z dziennikarzem Canal+ Sport Krzysztofem Marciniakiem.

***

Legia Warszawa już zdobyła mistrzostwo Polski, ale sytuacja zespołu nie jest idealna, patrząc choćby na wygasające kontrakty zawodników. Najpierw jednak chciałbym zapytać o stronę sportową, czy Legia według pana już powinna się skoncentrować jeszcze na obecnych rozgrywkach, czy już na kolejnych?

Jeśli chodzi o sprawy boiskowe, myślę że Legia nie będzie odpuszczać ostatnich meczów i będzie jej zależeć na tym, żeby efektownie zakończyć sezon. Po meczu z Wisłą zespół zagra z rywalami, którzy jeszcze mają przed sobą określony cel, czyli walkę o utrzymanie, czyli Podbeskidzie i Stal Mielec. Te dwa zespoły na pewno liczą na to, że Legia będzie się już tylko bawić.

A co do problemów i wyzwań, przed którymi stoi Legia – patrząc na ostatnie lata – polskie drużyny zwykle wyglądają inaczej na koniec sezonu w maju, a inaczej gdy rozpoczynają przygodę w europejskich pucharach w lipcu albo sierpniu. Widzimy wtedy zupełnie inne zespoły. Czy tak samo będzie w przypadku Legii? Wiele wskazuje na to, że nie będzie takich drastycznych zmian i szkielet zespołu zostanie utrzymany. Dużo jest jednak decyzji, które Legia powinna podjąć – mowa o kontraktach Wszołka, Vesovicia, Wszołka czy pozyskaniu nowych zawodników. Latem mogą też wzbudzać zainteresowanie Pekhart i Luquinhas, a wiemy, że polskie kluby w hierarchii “dziobania” są daleko – jeśli przychodzi do nich atrakcyjna oferta, bardzo trudno im się oprzeć.

Dlatego skupienie się na przyszłym sezonie, o które pan pyta, Legia powinna już szukać możliwości wypełnienia luk i obserwacji piłkarzy, którzy mogliby od razu móc grać w pierwszym składzie. Newralgicznym elementem tutaj może być młodzieżowiec, bo Bartosz Slisz już nim nie będzie od przyszłego sezonu. Ściągnięcie Mateusza Bogusza, o którym dużo się ostatnio mówi, może być tutaj mądrym posunięciem. Nie można polegać tylko na tym, że w bramce stanie Cezary Miszta, bo w tej sytuacji po co byłoby przedłużać kontrakt z Arturem Borucem.

Na pewno będzie to system naczyń połączonych. Na początku rundy nie miał dobrej prasy dyrektor sportowy Radosław Kucharski. Ruchy transferowe Legii na papierze wyglądały sensownie, ale w praktyce było różnie. Artem Szabanow okazał się piłkarzem solidnym, jednak w końcówce sezonu nie może pomóc drużynie z powodu kontuzji. Tylko czy on jest piłkarzem, którego Legia powinna pozyskać na stałe? Mam pewne wątpliwości. To piłkarz lewonożny, który dobrze się czuje w ustawieniu z trójką i czwórką obrońców, natomiast nie dałbym mu dzisiaj stempla, że powinien zostać.

Wszystko tutaj zależy od tego, czy Legia otrzyma propozycje z gatunku “nie do odrzucenia”. Pamiętajmy, że klub cały czas musi równoważyć budżet. Legia potrzebuje wpływów ze względu na zaciągnięte pożyczki. A patrząc na ostatnie lata, nie może założyć gry w fazie grupowej europejskich pucharów. Trzeba się oswoić z myślą, że trzeba tam prędzej czy później kogoś sprzedać, by te braki uzupełnić. To przykre, lecz taka jest rzeczywistość, także tych największych klubów w naszym kraju.

Po każdym meczu w tym sezonie mówiło się o tym, czy obecna Legia jest lepszym zespołem niż rok temu. Jakie jest pana zdanie na ten temat?

Na początku rundy wiosennej wydawało się, że Legia ma słabszą kadrę niż wcześniej, przed odejściem Karbownika czy Antolicia. Wszystko tak naprawdę sprowadza się do jakości zawodników, których Legia jest w stanie pozyskać. Radosław Kucharski ma swoje sukcesy na koncie pod tym względem, majstersztykiem jest tutaj na pewno sprowadzenie Filipa Mladenovicia, który w moim odczuciu jest murowanym faworytem do tytułu obrońcy roku. Zresztą myślę, że jest także mocnym kandydatem do wyróżnienia dla najlepszego piłkarza sezonu. Dobrym ruchem jest też pozyskanie reprezentanta Chorwacji, ale także Artura Boruca – nie tylko pod względem marketingowym, ale również sportowym – może jesienią nie wybronił żadnego meczu, za to wiosną było już widać jakość. Plusem jest też odbudowanie Kapustki.

Z drugiej strony, było nieudane wypożyczenie Valencii, a zawodnicy, którzy przyszli zimą, potrzebują czasu na wprowadzenie się do zespołu. Oczywiście poza Rusynem, który czasu już nie dostanie, bo wiemy, że mocno podpadł. A co do Jasura i Muciego, myślę że sami się przekonamy o nich już niebawem. Biorę jednak pod uwagę argument, że piłkarze sprowadzeni zimą potrzebują kilku miesięcy na aklimatyzację i o ich jakości więcej będziemy mogli powiedzieć w nowym sezonie.

Odejdźmy teraz od Legii i przejdźmy do Rakowa, który ma już zapewnione podium i gra w finale Pucharu Polski. Chociaż w poprzednim sezonie były mecze, w których się zachwycaliśmy tą drużyną, raczej przed sezonem mało kto się spodziewał, że będzie tak wysoko. Według pana obecny stan to sufit Rakowa, czy ten zespół jest w stanie osiągnąć jeszcze więcej?

Rok temu o tej porze myśleliśmy – Raków jako beniaminek beniaminek się utrzymał i wprowadził w lidze trochę świeżości. Często się jednak mówi, że to w drugim sezonie przychodzi weryfikacja. I tutaj weryfikacja przebiegła bardzo pomyślnie dla całego klubu. Patrzę na to przez pryzmat postępów zawodników – wiadomo, jeśli ktoś stoi w miejscu, to się cofa. Jeżeli chodzi o Raków, piłkarze rosną w oczach. Największym tego dowodem jest Piątkowski, który wywalczył na boisku duży transfer i myślę, że klub obecnie pęka z dumy nie tylko z powodu europejskich pucharów, ale także dlatego, że piłkarza do reprezentacji Polski i sprzedał go za duże pieniądze. Tym samym, jest kolejnym takim polskim klubem.

Innym dowodem na to, jak bardzo Raków się rozwinął jest to, że zespół gra od początku rundy bez kluczowego obrońcy, czyli Tomasa Petraska. Nie ma lamentu co tydzień na konferencji prasowej, że “mamy problem, bo Petrasek nam wypadł”. Niczego takiego tam nie ma, a obrona daje sobie radę.

Powiedziałbym jeszcze tutaj o Marcinie Cebuli. Przyznam się, że byłem w gronie sceptyków – nie spodziewałem się, że ten piłkarz wejdzie na wyższy poziom. Po jesieni można było jednak powiedzieć, że jest najlepszym Polakiem w lidze na tej pozycji. Wiosną już trochę meczów mu uciekło, więc można by się o to spierać. Niewątpliwie jest to jednak dla Marcina Cebuli bardzo dobry sezon, bo wykręcił liczby, których nie mógł zanotować w Kielcach.

Co jeszcze świadczy o sile Rakowa? Myślę, że Marek Papszun jest trenerem, który nie ma żadnych sentymentów. Nie przywiązuje się do zawodników w sposób uniemożliwiający mu rzetelną ocenę. Na przykład Szumski miał za sobą dobry czas, może nie rewelacyjny, ale nie zdarzały mu się wielkie wpadki, pomijając mecz ze Śląskiem Wrocław. Zdecydowano się jednak wypożyczyć go do Turcji, a w jego miejsce przyszedł Dominik Holec i teraz nie wiadomo, co z jego przyszłością.

Także Petr Schwarz przez długi czas był kluczowym zawodnikiem Rakowa. Tam są załatwiane sprawy kontraktowe i może w tych relacjach coś nie stykać. Schwarz jednak został odsunięty, ale zamiast niego są piłkarze, którzy spisują się świetnie. Patryk Kun, czyli zawodnik, który wydawało się, że prochu nie wymyśli, okazał się dobrym lewym wahadłowym, który nie schodzi poniżej pewnego poziomu.

Inną sprawą w Rakowie jest pozycja napastnika. Klub zrezygnował z Forbesa, który może i był, jaki był, ale strzelał więcej goli niż Gutkovskis, Musiolik czy Zawada. Kostarykanin został jednak oceniony jako piłkarz, który nie jest w stanie wskoczyć na kolejny poziom. Proszę przeanalizować sobie karierę Forbesa – co roku praktycznie zmieniał klub. Trener Papszun widzi więcej – zobaczyć, że dla tego piłkarza trzeba szukać następcy.

Gutkovskis ma jednak swoje wady. Myślę, że teraz Raków powinien poszukać właśnie wzmocnienia na pozycji napastnika. Może trzeba będzie wydać więcej, dać wyższą pensję komuś nowemu. Jeśli do Częstochowy przyjdzie nowy napastnik, drużyna będzie jednak jeszcze bardziej konkurencyjną niż teraz. Właściciel, prezes i trener na pewno nad tym pracują. Myślę, że z nowym piłkarzem na tej pozycji Raków jest w stanie osiągnąć jeszcze więcej i obecne miejsce to nie jest sufit tego zespołu.

A jak pan widzi przyszłe szanse Pogoni, dla której podium również jest dużym sukcesem?

Po meczu ze Stalą Mielec miałem spostrzeżenie, że trener Kosta Runjaić ma tylu jakościowych pomocników, że byłby w stanie dwóch czy trzech z nich oddać, żeby mieć dobrego napastnika. Gdyby Pogoń miała takiego zawodnika, jak przykładowo, Jakub Świerczok, mogłaby dzisiaj nie patrzeć jak Legia zdobywa mistrzostwo, tylko mogłaby sama po nie sięgnąć. Taką osobą nie jest Luka Zahović, mimo że to piłkarz o dużych umiejętnościach. Nie umiem odpowiedzieć na pytanie, czy to on nie pasuje do Pogoni, czy to może Pogoń nie jest w stanie stworzyć mu komfortowych warunków. Zespół kreuje niewiele sytuacji bramkowych, a ich finalizacją zwykle się zajmują pomocnicy.

Adrian Benedyczak to ciekawy piłkarz, ale jeszcze nie taki, którym można podbijać Europę. Pogoń ma solidne fundamenty, dobrze broni. To nie jest też przypadek, że Dante Stipica od czasu transferu do ekstraklasy, praktycznie w co drugim meczu notuje czyste konto. W tym sezonie nie jest jednak tak, że musi ratować zespół, tak jak w poprzednim. Teraz Pogoń rzadko dopuszcza rywali do sytuacji bramkowych. Sytuacja w której zespół stracił gola ze Stalą Mielec, nie była dogodna. Czasami takie sytuacje się zdarzają.

Czwarte podium w historii to duży sukces Pogoni i zagra w europejskich pucharach. I jest tutaj podobny casus, jak w Rakowie, że nie wiadomo, gdzie w nich zagra. Na przykład Raków w pierwszej rundzie zagra w Częstochowie, ale w kolejnych musi poszukać nowej lokalizacji i wiem, że rozważane są dwie opcje. I z Pogonią może być podobnie – raczej UEFA nie pozwoli jej na grę na placu budowy.

Dlatego można powiedzieć, że trochę szkoda, że te kluby już teraz osiągnęły taki sukces. Bo ich stadiony nie urosły w tak szybkim tempie, jak forma sportowa.

Wiemy już, kto zakończy sezon na ligowym podium, ale wciąż może trwać zacięta walka o czwartą pozycję, która również zagwarantuje udział w pucharach, oczywiście zakładając scenariusz, że Raków zdobędzie Puchar Polski. Aktualnie na tym miejscu jest Warta Poznań, ale różnice między kolejnymi kilkoma miejscami są minimalne. Kto według pana jest głównym pretendentem do “czwórki”?

Moim faworytem jest Piast Gliwice, dlatego że gra najrówniej spośród wszystkich zespołów walczących o czwarte miejsce. Oczywiście Warta jest poza jakimiś kategoriami. To zespół, który już nas zadziwił i oczarował. Myślę, że europejskie puchary byłyby fantastycznym wydarzeniem dla Warciarzy. Patrząc na okoliczności, mogłoby to być dla tych piłkarzy za dużo. Dlatego nie wiem, czy będą się zabijać o to miejsce w pucharach i każda wysoka lokata byłaby dla nich czymś świetnym.

Trzeba też założyć scenariusz, że to niekoniecznie Raków wygra Puchar Polski. Utrzymuję jednak opinię, że czwarte miejsce Piasta byłoby fajną historią. Ten zespół jeszcze jesienią był ostatni w lidze, ale nikt wtedy nie podjął nerwowych ruchów. A Waldemar Fornalik nie panikował, tworzył zespół, który ma swój styl i pomysł na grę. Poza tym ma Jakuba Świerczoka.

Do rozstrzygnięcia wciąż pozostała kwestia ostatniego miejsca, czyli jedynego spadkowicza. Kto w tej chwili jest głównym kandydatem do tej pozycji na zakończenie sezonu?

Uważam, że teraz walka się toczy praktycznie tylko między dwoma zespołami – Podbeskidziem i Stalą, która ma jeden zaległy mecz. Obie drużyny potrafią zaskoczyć, ale kalendarz będzie trudny dla jednych i drugich. Już nie wnikając, kto będzie grać z kim, większe szanse na utrzymanie daję Podbeskidziu. Podoba mi się metamorfoza zespołu pod wodzą trenera Kasperczyka. Poza tym zespół ma skutecznego napastnika w postaci Kamila Bilińskiego. Czasami posiadanie w drużynie takiego killera może okazać się kluczowe.

Stal ma swoje atuty i miała kilka pechowych meczów, jak z Lechią Gdańsk, Piastem Gliwice czy Zagłębiem Lubin, kiedy stwarzała sobie szansę na zdobycie trzech, czterech czy nawet pięciu goli. Wszystkie te trzy mecze mielczanie kończyli bez punktów i strzelili tylko jednego gola. Nie mają też takiego snajpera jak Podbeskidzie.

Przyznam, że też nie podoba mi się sposób, w jaki klub jest zarządzany – biorąc pod uwagę zmianę trenera po awansie, potem w trakcie sezonu, przeciąganie liny z Leszkiem Ojrzyńskim i jego asystentem i na koniec sprowadzenie emerytowanego trenera, który ma ratować ekstraklasę. Stal to bardzo zasłużony klub, ale to co tam się dzieje, nie jest godne pochwały. Dlatego też daję pięć procent więcej szans Podbeskidziu w walce o utrzymanie.

ROZMAWIAŁ: PRZEMYSŁAW CHLEBICKI

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO