BONUS SPECJALNY!
Zgarnij 300 zł za gola Jagiellonii w Superpucharze! Kliknij w przycisk SPRAWDŹ  —->

Real Madryt znowu to zrobił! Po szalonym meczu awansował do finału Copa Del Rey

Napisane przez Krzysztof Małek, 02 kwietnia 2025
Real Madryt znowu to zrobił

Real Madryt nie zdołał utrzymać skromnej zaliczki z pierwszego meczu półfinałowego Copa del Rey. Ba, omal nie odpadł z walki o to trofeum, gdyż w pewnym momencie przegrywał już 1:3 z Realem Sociedad. Dopiero po dogrywce, dzięki bramce Antonio Rudigera, udało się wyrównać na 4:4 i zapewnić awans do finału. To był szalony mecz, który podopieczni Carlo Ancelottiego przepchnęli kolanem.

Przed meczem

Wchodzimy w kluczowy moment sezonu, gdy wiele zespołów, w tym Real Madryt, musi rywalizować co trzy dni. Podopieczni Carlo Ancelottiego namęczyli się dopiero co u siebie z Leganes (3:2) w rozgrywkach ligowych. Teraz musieli błyskawicznie przestawić się na rewanżowy pojedynek z Realem Sociedad w półfinale Pucharu Króla.

Pierwsze spotkanie, rozegrane pod koniec lutego, zakończyło się skromnym zwycięstwem „Królewskich” (1:0), a jedynego gola strzelił Endrick. Jednak prawdziwym bohaterem tamtego wieczoru na Estadio Anoeta był Andrij Łunin. Ukraiński bramkarz bronił jak natchniony, a teraz miał szansę powtórzyć swój wyczyn – tym bardziej że Thibaut Courtois wciąż leczy uraz. Endrick również mógł liczyć na miejsce w wyjściowym składzie, co oznaczało dla niego debiut od pierwszych minut na Santiago Bernabéu.

Real Madryt uchodził za zdecydowanego faworyta do awansu do finału, a jednobramkowa przewaga z pierwszego meczu tylko wzmacniała ich pozycję. Real Sociedad w ostatnich tygodniach prezentował się poniżej oczekiwań. Co prawda w minionej kolejce ligowej pokonał Real Valladolid 2:1, ale było to ich pierwsze zwycięstwo od 23 lutego. Seria słabych występów, w tym dotkliwa porażka 0:4 z Barceloną, unaoczniła problemy drużyny, zwłaszcza w ofensywie.

Kibice „Txuri-urdin” liczyli na przebłysk geniuszu, zwłaszcza od japońskiego magika, który ostatnio obniżył loty. W lidze nie zdobył bramki ani nie zanotował asysty od czterech spotkań. W międzyczasie rozegrał jednak dobre mecze dla reprezentacji Japonii, m.in. przeciwko Bahrajnowi, gdzie strzelił gola i zaliczył asystę. Dodatkową motywacją mogła być dla niego historia związana z Realem Madryt – klub, który kiedyś go pozyskał, nie dał mu jednak prawdziwej szansy na zaistnienie.

Składy:

Real Madryt: A. Łunin, L. Vazquez, R. Asencio, D. Alaba, E. Camavinga, F. Valverde, A. Tchouameni, J. Bellingham, Rodrygo, Vinicius, Endrick,

Real Sociedad: A. Remiro, J. Aramburu, I. Zubeldia, N. Aguerd. A. Munoz, M. Zubimendi, T. Kubo, L. Sucic, P. Marin, E. Barrenechea, M. Oyarzabal,

Na kłopoty Endrick

Początek meczu upłynął pod znakiem wzajemnego badania możliwości obu drużyn. Najmocniej serca kibiców gospodarzy zabiły w 8. minucie, gdy Endrick popisał się błyskotliwą akcją. Młody Brazylijczyk odebrał podanie i oddał strzał na bramkę, lecz piłka przeleciała o włos obok prawego słupka.

W 16. minucie goście zdołali zniwelować przewagę Realu Madryt z pierwszego spotkania. Pablo Marín dograł do niekrytego Barrenetxei, który pomknął pod bramkę Łunina i pokonał ukraińskiego golkipera. Lucas Vázquez nie popisał się w tej sytuacji – kapitan „Królewskich” zgubił krycie, co bezpośrednio przyczyniło się do gola na 1:0.

Real Sociedad zaczął kontrolować mecz, mając nie tylko jednobramkową przewagę, ale także tęę psychologiczną. Goście musieli zareagować, ponieważ przy tym wyniku czekałaby ich dogrywka – a to nie było częścią ich planu. Vinicius w ostatnich tygodniach nie był w centrum uwagi, ale w 30. minucie błysnął geniuszem. Precyzyjnym podaniem zewnętrzną częścią stopy znalazł przed polem karnym Endricka, który dostrzegł wysuniętego przed linię bramkową Alexa Remiro i efektownym lobem doprowadził do remisu. To było piękne trafienie 18-latka.

Real po wyrównaniu odzyskał rezon. Endrick imponował nie tylko strzelonym golem, ale także aktywnością w ofensywie. Vinicius i Rodrygo konsekwentnie szukali go podaniami, a zwłaszcza Vinicius popisywał się zagraniami godnymi dzieł sztuki. Świetnie spisywał się również Camavinga, który tym razem został wystawiony na lewej obronie.

Po stronie gości brakowało natomiast Take Kubo. Japończyk ożywił się dopiero w końcówce, gdy ruszył w pole karne i wydawało się, że został sfaulowany przez Viniciusa. VAR interweniował, ale nie dopatrzono się przewinienia. Kubo próbował wymusić rzut karny, jednak sędzia Arbeloa Rojas pozostał nieugięty.

Real Madryt się zdenerwował

Druga połowa długo nabierała tempa. Real Madryt ponownie sprawiał wrażenie, jakby chciał przejść przez mecz na zaciągniętym hamulcu – a to już wielokrotnie obracało się przeciwko niemu. Tym razem nie było inaczej.

W 70. minucie goście mieli świetną okazję na objęcie prowadzenia. Martin Zubimendi dopadł do piłki po rzucie rożnym i oddał groźny strzał, ale Andrij Łunin popisał się fantastyczną interwencją, wyczuwając intencję rywala. Dobitkę miał jeszcze Oyarzabal, lecz jego próba nie wymaga komentarza. „Królewscy” zaczęli mieć problemy.

Dwie minuty później na Santiago Bernabéu zapadła chwilowa cisza. David Alaba niefortunnie skierował piłkę do własnej siatki, próbując przechwycić ofensywne podanie rywala. Powtórki ujawniły, że futbolówka przeszła mu między nogami, co dało Realowi Sociedad prowadzenie 2:1. Kluczową rolę w tej akcji odegrał Take Kubo, który wreszcie zaznaczył swoją obecność w ofensywie. To właśnie jego strzał próbował zablokować Alaba, lecz ostatecznie zakończyło się to pechowym samobójem.

Coś niebywałego! W 80. minucie David Alaba ponownie niefortunnie skierował piłkę do własnej siatki. Takefusa Kubo podał do Mikela Oyarzabala, który uderzył z okolic pola karnego. Futbolówka odbiła się od Alaby, kompletnie myląc Łunina, który nie miał żadnych szans na interwencję. Nagle zrobiło się 1:3, a Real Sociedad był o krok od finału Pucharu Króla.

Ale zdenerwowany Real, to najgroźniejszy Real. Rozpoczęła się wściekła pogoń – końcowe minuty to ulubiony moment „Królewskich” na odrabianie strat. Nie inaczej było tym razem na Santiago Bernabéu. Długo się gospodarze nie nacieszyli. W 82. minucie Jude Bellingham wykorzystał odrobinę wolnej przestrzeni w polu karnym i potężnym wolejem pokonał Remiro, zmniejszając straty na 2:3.

Cztery minuty później Aurelien Tchouameni doprowadził do remisu. Po rzucie rożnym wykonanym przez Rodrygo wyskoczył najwyżej w polu bramkowym i precyzyjnym strzałem głową wpakował piłkę do siatki. Przy wyniku 3:3 to Real Madryt ponownie był bliżej awansu do finału. Ciekawostką jest to, że ten gol Francuza okazał się być trafieniem numer 10 000 w całej historii Realu Madryt.

Końcówka wynagrodziła cały mecz, ale… to wciąż nie był koniec emocji. W trzeciej minucie doliczonego czasu gry Sergio Gomez precyzyjnie dośrodkował z rzutu wolnego. Mikel Oyarzabal wyskoczył najwyżej i strzałem głową z bliskiej odległości posłał piłkę w górną siatkę bramki, zmieniając wynik na 3:4. A więc dogrywka!

Dogrywka

Po golu Tchouameniego wielu było pewnych awansu gospodarzy. Tymczasem Mikel Oyarzabal, mimo przeciętnego występu, w decydującym momencie pokazał klasę. Jak to możliwe, że „Królewscy” wypuścili taki mecz z rąk? Dogrywka stała się faktem.

Dogrywkę lepiej rozpoczęli gospodarze. W 93. minucie Kylian Mbappe zagrał w pole karne do Viniciusa, ale ten nie wykorzystał okazji – jego strzał przeleciał tuż obok lewego słupka. Na wypełnionym po brzegi Bernabéu słychać było tylko jęk zawodu. W końcówce pierwszej części dogrywki szansę miał jeszcze Mbappe, lecz jego strzał głową był zbyt słaby i piłka minęła bramkę, lecąc daleko obok lewego słupka.

Wszyscy byli przekonani, że wynik meczu się nie zmieni, a wiele wskazywało na to, że po raz kolejny zobaczymy rzuty karne z udziałem Realu Madryt. Jednak nigdy nie można skreślać graczy Carlo Ancelottiego. W 115. minucie Antonio Rudiger doprowadził do remisu 4:4. Niemiec, który wszedł na boisko tuż przed rozpoczęciem dogrywki, wyskoczył najwyżej w polu karnym po rzucie rożnym, tak jak przystało na niego, pewnym strzałem głową umieścił piłkę w siatce.

Ten gol już wystarczył. Remis 4:4 zapewnił gospodarzom awans do finału, który odbędzie się 26 kwietnia na stadionie La Cartuja w Sewilli. Przeciwnika Real pozna z drugiego półfinału, gdzie Atletico po równie szalonym meczu zremisowało z Barceloną 4:4.

fot. screen TVP Sport

Miłośnik sportu wszelakiego. Nie odmawia tylko pacierza. W piłce nożnej najbardziej ceni sobie hiszpański styl, dlatego La Liga nie jest mu obca. Prywatnie fan Realu Madryt i Los Angeles Lakers. Typowy kibic sukcesu.

300 ZŁ FREEBET NA START!
za gola Jagi w Superpucharze (kurs 1,16!)
1
Bonus 200% od pierwszego depozytu do 400 zł!
2
Cashback do 50 zł + gra bez podatku 24/7
3
Bonusy od depozytu do 600 zł +zakład bez ryzyka do 100 zł
4
Zakład bez ryzyka 3x111 zł (zwrot na konto główne)