Śląsk Wrocław tylko zremisował w meczu przyjaźni z beniaminkiem

W drugim sobotnim spotkaniu Ekstraklasy Śląsk Wrocław podejmował Motor Lublin. Mimo przyjaznej atmosfery na trybunach szczególnie gospodarze byli zdeterminowani, by sięgnąć po komplet punktów, pozwalający im zbliżyć się do najważniejszego celu, jakim jest utrzymanie na następny sezon w gronie najlepszych. Końcowo żadna ze stron nie mogła cieszyć się ze zwycięstwa. Mecz po golach Arnaua Ortiza i Jacquesa Ndiaye zakończył się remisem 1:1.
Mecz przyjaźni we Wrocławiu
Pierwszy mecz przyjaźni pomiędzy Śląskiem a Motorem został rozegrany w 10. kolejce. W pierwszym takim pojedynku od 16 lat lepsi okazali się podopieczni Mateusza Stolarskiego. Na stadionie w Lublinie gospodarze wygrali 2:1 po golach Christophera Simona i Marka Bartosa. Honorowe trafienie zdobył Jakub Świerczok.
Śląsk Wrocław w poprzedniej kolejce sensacyjnie pokonał Lecha Poznań. Te trzy punkty wlały w serca kibiców i wszystkich dookoła klubu sporo nadziei. Wicemistrz Polski odżył pod wodzą Ante Simundzy i z tygodnia na tydzień wygląda coraz lepiej. Mimo że wciąż zajmuje ostatnie miejsce w tabeli to jest to głównie spowodowane dramatyczną rundą jesienną w ich wykonaniu. Gdyby liczyły się tylko wiosenne mecze to plasowaliby się o kilka lokat wyżej. Przed tym spotkaniem Śląsk miał na koncie 21 punktów i nawet w przypadku zwycięstwa nie miał szans, by już w ten weekend wydostać się ze strefy spadkowej.
Skład na #ŚLĄMOT ⚔️
🟢 Gramy na zielono
⚪️ Baluta od pierwszej minuty
🔴 Szansa dla Matsenki pic.twitter.com/aXn6CkaPez— Śląsk Wrocław (@SlaskWroclawPl) April 5, 2025
Motor Lublin poprzedni mecz miał równie udany. Na własnym stadionie rozgromił aż 4:1 Stal Mielec, aż pracę po tym stracił Janusz Niedźwiedź. Drużyna Mateusza Stolarskiego już na tym etapie sezonu jest wyjątkowo spokojna o swój dalszy byt. Nawet w najgorszym możliwym scenariuszu beniaminkowi nie grozi powrót na zaplecze Ekstraklasy. Na wiosnę gra mocno w kratkę. Zwycięstwa przeplata porażkami i remisami, co przekłada się na spokojne miejsce w środku tabeli. Przy lepszej dyspozycji w kilku spotkaniach mógłby zakręcić się koło ligowej czołówki. Przed tym starciem Motor zajmował ósmą pozycję w tabeli Ekstraklasy z dorobkiem 39 punktów.
NASZ SKŁAD NA #ŚLĄMOT! 👊🏻
🔜 Zaczynamy za godzinę 🔥 pic.twitter.com/21wFmLL4Wc
— Motor Lublin (@MotorLublin) April 5, 2025
Skromne, ale zasłużone prowadzenie Śląska
Mecz od pierwszych minut był bardzo żywy. Obie drużyny były mocno zdeterminowane, by ułożyć przebieg gry pod swoje dyktando. Pod obiema bramkami były kreowane niezłe sytuacje strzeleckie, jednak cały czas coś przeszkadzało, by otworzyć strzelanie na Tarczyński Arena we Wrocławiu. Poprzeczka, blok obrońcy czy skuteczna interwencja bramkarza. Tylko to powodowało brak goli w pierwszych fragmentach tej rywalizacji.
W końcu w 20. minucie meczu kolejny atak wyprowadził Śląsk. Piotr Samiec-Talar dośrodkował do Arnaua Ortiza, jednak nikt nie spodziewał się, że Hiszpan będzie próbował strzelać. 24-latek zamiast jeszcze dogrywać, do któregoś z lepiej ustawionych kolegów zdecydował się przelobować Kacpra Rosę. Kompletnie zaskoczony bramkarz Motoru nie był w stanie skutecznie interweniować. Dla Ortiza był to drugi taki spektakularny gol w tym sezonie. Wcześniej ustrzelił same okienko w meczu wyjazdowym z Jagiellonią Białystok.
GOL! Ależ to wykombinował Arnau Ortiz! 👀😎
Śląsk prowadzi z Motorem! ⚽
📺 Mecz trwa w CANAL+ SPORT 3 i w serwisie CANAL+: https://t.co/zr8n1cU2RX pic.twitter.com/mfYBzOhbTx
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 5, 2025
Motor zabrał się do odrabiania strat, jednak był w tym mocno nieskuteczny i niedokładny. Śląsk był dobrze zorganizowany w obronie i nie dopuszczał, by przeciwnik mógł poważnie zagrozić Rafałowi Leszczyńskiemu. Z przebiegu gry podopieczni Ante Simundzy zasłużyli na to jednobramkowe prowadzenie. Gdy już wychodzili ze swoimi atakami byli w tym lepsi i bardziej konkretni. Beniaminek często nie mógł nadążyć za ich kontratakami.
Motor doprowadził do wyrównania
Po przerwie obraz tego spotkania zbytnio się nie zmienił. Zdecydowanie dla postronnych kibiców nie było to najciekawsze widowisko do oglądania. Motor próbował, ale kompletnie nie miał pomysłu, jak przełamać szczelną defensywę przeciwnika. Najczęściej kończyło się to różnymi nieudanymi rozegraniami lub wrzutkami, zatrzymującymi się na głowach piłkarzy gospodarzy. Z upływem czasu goście byli coraz bardziej zdeterminowani do wyrównania. Mateusz Stolarski rzucał na plac gry kolejnych zawodników do ofensywy. Młody trener miał nosa co do swoich zmian.
Równo kwadrans przed upływem regulaminowego czasu gry po dośrodkowaniu Filipa Wójcika do piłki dopadł rezerwowy Jacques Ndiaye. Senegalczyk płaskim strzałem z kilku metrów pokonał Rafała Leszczyńskiego. Tablica wyników wskazywała 1:1, jednak żadna z drużyn nie miała zamiaru się zatrzymywać. Śląsk mógł mieć do siebie pretensje, że po zmianie stron nieumiejętnie zarządzał prowadzenie i cofnął się zbyt głęboko, dając Motorowi więcej swobody.
To się nazywa wejście! 🔥
Mbaye Jacques Ndiaye ledwie sześć minut po pojawieniu się na boisku daje wyrównanie Motorowi 💪
📺 Mecz trwa w CANAL+ SPORT 3 i w serwisie CANAL+: https://t.co/zr8n1cU2RX pic.twitter.com/g7876fDHsB
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 5, 2025
W ostatnich minutach piłka latała z jednej strony boiska na drugą. Obie drużyny były mocno zdeterminowane, by przechylić wynik na swoją korzyść. Już w doliczonym czasie Motor powinien zdobyć decydującą bramkę. W stronę pola karnego popędził Jacques Ndiaye i w stylu Kamila Grosickiego dośrodkował zewnętrzną częścią stopy. Tam na podanie już czekał Piotr Ceglarz, który źle złożył się do tego uderzenia i przez to strzał okazał się mocno niecelny. Finalnie więcej bramek na stadionie we Wrocławiu już nie padło. Po tym podziale punktów obie drużyny utrzymają swoje pozycje w tabeli. Motor dalej ósmy, a Śląsk wciąż będzie zamykał stawkę.
Fot. Screen Canal Plus Sport