Manuel Arboleda: Lech popełnił błąd, że zatrudnił Mariusza Rumaka

Manuel Arboleda do dziś jest uważany za jednego z najlepszych zagranicznych obrońców, którzy mieli okazję grać w ekstraklasie. Co więcej, Kolumbijczyk był bliski gry w reprezentacji Polski, do której chciał powołać go Franciszek Smuda, z którym do dziś utrzymuje bliski kontakt. O byłym selekcjonerze, ale również Mariuszu Rumaku i pamiętnych koszulkach po zdobyciu mistrzostwa w rozmowie “FutbolNews” z Manuelem Arboledą.

Czy zanim trafił pan do Zagłębia Lubin, mógł pan trafić do Europy?

Występy w Europie zawsze były moim wielkim marzeniem. Jako kolumbijski piłkarz wiedziałem, że gra w Ameryce Południowej jest bardzo ważna, ale kiedy zawodnik jest naprawdę dobry i gotowy na to, żeby zrobić kolejny krok, przybywa do Europy. Wtedy czułem, że właśnie tak jest w moim przypadku.

Co wiedział pan o Polsce przed przyjazdem? Spodziewał się pan czegoś, słyszał pan wcześniej jakieś opinie innych osób?

Szczerze mówiąc, o Polsce tak naprawdę nic nie wiedziałem. Rozmawiałem tylko z działaczami, którzy chcieli mnie pozyskać. Zapytałem ich o kilka szczegółów na temat państwa i miasta, w którym miałem zagrać. Powiedzieli mi, że że miasto, w którym będę mieszkać i grać, ma świeże powietrze, plażę i morze (śmiech).

Czym się różniły warunki do gry w Polsce i Kolumbii?

Filozofie futbolu w Polsce i Kolumbii znacząco się różniły. W lidze kolumbijskiej gra się zdecydowanie wolniej, co dotyczyło również techniki. Tymczasem w Polsce technika jest zawsze w ruchu, a gra toczy się szybciej.

Miał pan na początku problemy językowe? Ile panu zajęło, żeby nauczyć się mówić po polsku i czy otrzymał pan wsparcie od klubów w tej kwestii?

Język na początku faktycznie sprawiał mi trudności, ale po sześciu miesiącach już dużo zrozumiałem. Od początku jednak byłem zdania, że język piłki nożnej jest uniwersalny. Bardzo doceniam jednak trenera Smudę za to, że wykazał dużo cierpliwości wobec mnie, mimo problemów językowych na początku pobytu w Lubinie.

Obawiał się pan tego, że w Polsce spotka się pan z rasizmem?

Tak jak mówiłem nic nie wiedziałem kompletnie o Polsce przed przyjazdem. Dlatego nie spodziewałem się tego, że spotkają mnie nieprzyjemności ze względu na mój kolor skóry. Nie byłem przygotowany na to, że po transferze do Zagłębia będę mieć do czynienia z rasizmem.

Na boisku ze strony kibiców i innych piłkarzy spotykał się pan z rasizmem?

Niestety rasizm okazał się dla mnie nieunikniony, zresztą to pojęcie towarzyszy nam od zawsze. Mam jednak ogromną nadzieję, że za jakiś czas uda się zwalczyć rasizm całkowicie. Wszyscy jesteśmy przecież tacy sami, bez względu na kolor skóry.

A w życiu codziennym zdarzały się jakieś incydenty, podczas pobytu w Lubinie bądź w Poznaniu?

Miałem pewne problemy z rasizmem w Lubinie, ale dzięki Bogu nic poważnego.

Co najlepiej pan zapamiętał z czasu pobytu w Lubinie? Mam na myśli tutaj dobre i złe momenty.

Z Lubina wciąż naprawdę pamiętam wszystko. Przez te dwa lata pokochałem to miasto, drużynę i ludzi, którzy częściej byli wobec mnie życzliwi.

Czy gdy zdobył pan gola na 1:1 w meczu z Legią, czuł pan, że mistrzostwo jest coraz bliżej?

Wiedzieliśmy wtedy, że zdobycie mistrzostwa będzie bardzo trudne. Pamiętam moment, gdy Legia otworzyła wynik tamtego spotkania. Wielu członków drużyny wtedy spuściło głowy, przestało wierzyć, że nadal możemy to osiągnąć. Wciąż jednak wierzyłem, że jesteśmy w stanie wyrównać, a potem wygrać. Można powiedzieć, że oddałem wtedy sprawy w ręce Boga.

Czego według pana zabrakło Zagłębiu w dwumeczu eliminacji Ligi Mistrzów ze Steauą?

Mogę tylko tyle powiedzieć, że zabrakło szczęścia i bramek z naszej strony (śmiech). To niby banalne wytłumaczenie, ale w tym przypadku właśnie tak było.

W 2008 roku dużo mówiło się o tym, że za późno pan dołączył do przygotowań Zagłębia do rundy wiosennej? Co było tego przyczyną?

Wiem, że ta sytuacja trochę odbiła się z polskich mediach, doszukiwano się różnych sytuacji. Podróżowanie z Kolumbii do Polski jest naprawdę trudne. Przede wszystkim samo dotarcie z jednego kraju do drugiego może zajmować 24 godziny. Zawsze starałem się dotrzeć do Polski na czas, wtedy jednak się po prostu spóźniłem ze względu na podróż.

Głównym powodem transferu do Lecha był Franciszek Smuda?

Mogę powiedzieć, że trener Smuda bardzo przyczynił się do tego, że trafiłem do Poznania. Do tego doszło jednak również dlatego, że po prostu klub mnie obserwował i działaczom zależało na mnie.

Kim, w kilku zdaniach, jest dla pana Franciszek Smuda? Na Instagramie widziałem, że nawet pana odwiedził w Kolumbii i wciąż utrzymujecie kontakt.

Smuda od samego początku mojego pobytu w Polsce był dla mnie jak ojciec. Zawsze mogłem liczyć na wsparcie z jego strony, nawet gdy jeszcze nie do końca się zaaklimatyzowałem w kraju. Jego pomoc naprawdę bardzo mi ułatwiła funkcjonowanie w Polsce. Zresztą można powiedzieć, że od początku między nami była więź – lubiliśmy się po prostu! Dowodem było zresztą to, że gdy już zakończyłem karierę piłkarską, kilka razy odwiedził mnie w Kolumbii.

Przed pana transferem do Lecha mówiło się o zainteresowaniu ze strony innych klubów, Legii, Groclinu, Korony… Doszło do jakichś rozmów ze strony tych klubów?

Tak, rozmawiałem z przedstawicielami dwóch z tych klubów. Obie propozycje jednak mnie nie przekonywały, a perspektywa gry w Poznaniu zdecydowanie bardziej mi odpowiadała. I to był dobry ruch, od początku mi się spodobało to, że mogłem występować w Lechu.

Razem z panem do Lecha dołączył Robert Lewandowski. Spodziewał się pan, że zrobi on taką karierę?

Naprawdę jestem szczęśliwy i dumny, że mogłem mieć Roberta za partnera z drużyny. Od samego początku był świetnym graczem, a potem to udowadniał z każdym występem. Cieszę się, że poradził sobie w Bundeslidze i wciąż robi wielką karierę.

Z kim pan najbardziej trzymał w szatni Kolejorza?

Jestem piłkarzem, dla którego zawsze było ważne dobro całej drużyny i wszyscy piłkarze byli dla mnie bardzo ważni. Gdybym jednak miał kogoś wyróżnić, to Luisa Henriqueza, który przez te wszystkie lata wspólnej gry w Poznaniu był dla mnie jak brat. Również szczególnie dobrze wspominam grę w ostatnich latach z Bartkiem Bereszyńskim i Karolem Linettym.

Żałował pan, że nie został w Lechu rok dłużej? W 2015 Kolejorz zdobył mistrzostwo Polski.

Teraz czuję, że mógłbym grać jeszcze dłużej i trochę żałuję, że nie mogłem z kolegami sięgnąć po mistrzostwo w 2015 roku. Niestety, wyniki sportowe zależały w dużej mierze od trenera. Uważam, że Mariusz Rumak jako szkoleniowiec pierwszej drużyny to był duży błąd Lecha Poznań.

Gdyby pan został, jaki napis byłby na pana koszulce po zdobyciu trzeciego mistrzostwa? Nawiązując do trofeów w latach 2007 i 2010.

To pytanie, na które teraz do końca nie wiem, jak odpowiedzieć. Myślę, że na pewno znalazłoby się na niej miejsce dla Boga, gdyż to jemu najbardziej chciałbym podziękować za kolejny sukces.

Zdarza się panu wciąż śledzić mecze ekstraklasy?

Tak, gdy tylko mam taką możliwość, patrzę czy grają Lech i Zagłębie i zdarza mi się obejrzeć ich poczynania.

Mógł pan zagrać w reprezentacji Kolumbii?

Tak, przez jakiś czas był taki temat, ale ostatecznie nie dostałem nigdy powołania do kadry Kolumbii.

A jak to wyglądało z reprezentacją Polski? Mówiło się dużo o możliwości powołania pana do kadry, zresztą miało to wielu zwolenników w Polsce. Dlaczego ostatecznie do tego nie doszło?

W pewnym momencie gra w reprezentacji Polski stała się dla mnie marzeniem. Szkoda, że nie mogłem go spełnić.

Czym się pan obecnie zajmuje?

Jestem oddany mojej rodzinie i firmie.

Odczuł pan w jakimś stopniu skutki pandemii koronawirusa?

Niestety pandemia skomplikowała wiele. Na szczęście ja i moja rodzina jesteśmy zdrowi.

Jak Kolumbia podeszła do tematu pandemii?

Sytuacja koronawirusa w kraju wydaje się być nie najgorsza. Mimo to, wciąż bardzo niepokoi mnie to, że każdego dnia zaraża się coraz więcej osób.

Planuje pan przylot do Polski, gdy sytuacja się trochę uspokoi?

Oczywiście! Mam nadzieję, że gdy będzie to już możliwe, przylecę do Polski. Uwielbiam ten kraj!

ROZMAWIAŁ: PRZEMYSŁAW CHLEBICKI

Fot. YouTube/Canal+Sport

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO