Liga Mistrzów. Król Giroud, czerwony Fred i jubileusz Ronaldo

Liga Mistrzów w środowy wieczór miała wielu bohaterów, zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. Poza tym doszło do rozstrzygnięć w kilku grupach, czy zaskakujących? O tym tak naprawdę przekonamy się na wiosnę.

Basaksehir – RB Lipsk 3:4 (Kahveci 45+3’. 72’, 85’ – Poulsen 26, Mukiele 43’, Olmo 66’, Sorloth 90+2’)

Wydawało się, że drużyna gości wywiezie z Turcji spokojne zwycięstwo. Triumf podopiecznych Juliana Nagelsmanna okazał się jednak bardziej wymagający niż wskazywał na to choćby stan po pierwszej połowie. Do przerwy piłkarze z Lipska mieli wyraźną przewagę pod każdym względem. Prowadzili 2:1, dłużej posiadali piłkę i przeprowadzili więcej akcji. Zresztą w 66. minucie było już 3:1 dla niemieckiej drużyny.

Basaksehir postanowił jednak odmienić losy tego spotkania. Dwa kolejne trafienia dołożył Irfan Kahveci, który tym samym zaliczył pierwszego hat-tricka w profesjonalnej karierze. Wynik ustalił jednak Alexander Sorloth strzałem zza pola karnego w doliczonym czasie. Dzięki tej bramce zespół ma tyle samo punktów, co Manchester United i Paris Saint-Germain. Może w meczu z “Czerwonymi Diabłami powalczą o awans do fazy pucharowej Ligi Mistrzów.

Krasnodar – Stade Rennes 1:0 (Berg 71’)

To spotkanie miało rozstrzygnąć, kto z grupy E zagra w Lidze Europy na wiosnę. Obaj debiutanci Champions League już po poprzedniej kolejce byli pewni odpadnięcia z piłkarskiej elity, aczkolwiek mieli powalczyć o trzecie miejsce, dające gwarancję gry w LE.

Zdecydowanie więcej sytuacji w tym spotkaniu miała drużyna gości. To jednak gospodarze zadali decydujący cios w 71. minucie. Piękny gol Marcusa Berga ze skraju pola karnego zapewnił rosyjskiej drużynie grę w Lidze Europy w przyszłym sezonie.

Club Brugge – Zenit Sankt Petersburg 3:0 (de Ketelaere 33’, Vanaken 58’k, Lang 73’)

W Grupie F wciąż do końca nie wiadomo, kto wywalczy awans do fazy pucharowej Ligi Mistrzów. Tylko jedno jest pewne – kto zajmie ostatnie miejsce w grupie. Zenit Sankt Petersburg w tej edycji rozgrywek miał kilka udanych momentów, jak choćby remis z Lazio, aczkolwiek finalnie drużyna zawiodła.

Chociaż w meczu z Club Brugge mistrzowie Rosji mieli minimalną przewagę w posiadaniu piłki, nie potrafili tego wykorzystać. Dużo podań nie przełożyło się na końcowy wynik, a rywale ich po prostu zmiażdżyli. Belgowie trzykrotnie znaleźli drogę do bramki Michaiła Kierżakowa, dzięki czemu przedłużyli swoje szanse na wyjście z grupy.

Borussia Dortmund – Lazio 1:1 (Guerreiro 44’ – Immobile 66’k)

Mecz zakończył się podziałem punktów, jednak nie obyło się tutaj bez kontrowersji. W 65. minucie sędzia po analizie VAR podyktował rzut karny drużynie gości, który następnie wykorzystał Ciro Immobile. Sytuacja jest jednak dość dyskusyjna, gdyż Nico Schulz atakował piłkę, a to jego rywal zaatakował nogi niemieckiego piłkarza.

Podział punktów sprawił, że awans do fazy pucharowej wywalczyła Borussia Dortmund. Tymczasem Lazio czeka za tydzień mecz o awans do 1/8 finału przeciwko Club Brugge. Wydaje się, że rzymianie u siebie powinni wywalczyć promocję do następnej rundy, ale nie takie niespodzianki już widzieliśmy w Champions League.

Cały mecz w barwach BVB rozegrał Łukasz Piszczek.

Ferencvaros – Barcelona 0:3 (Griezmann 14’, Braithwaite 20’, Dembele 28’k)

Barcelona zrobiła to, czego się spodziewano i zdecydowanie pokonała Ferencvaros na wyjeździe. Po dobrym początku “Dumy Katalonii” wydawało się jednak, że zespół gości powinien wygrać jeszcze wyżej. Można powiedzieć, że losy meczu wyjaśniły się tak naprawdę w kwadrans. W 14. minucie wynik otworzył Antoine Griezmann po golu zdobytym piętą. Z kolei sześć minut później podwyższył Martin Braithwaite. Warto dodać, że w tej akcji podopieczni Ronalda Koemana wykonali 33 podania.

Wynik ustalił w 28. minucie Ousmane Dembele po rzucie karnym. Jak najbardziej zasłużonym – na wślizgi w stylu Abrahama Frimponga w szesnastce nie powinno być miejsca, bez względu na rangę rozgrywek.

Juventus – Dynamo Kijów 3:0 (Chiesa 21’, Ronaldo 57’, Morata 66’)

“Stara Dama” była wyraźnym faworytem tego spotkania. Pierwsza połowa meczu była jednak dość wyrównana. Podopieczni Andrei Pirlo prowadzili 1:0, aczkolwiek Dynamo szukało swoich szans, lecz nie wykorzystali żadnego z licznych rzutów wolnych.

Druga część tego pojedynku była już trochę bardziej jednostronna. Można powiedzieć, że gol Cristiano Ronaldo ustalił losy tego spotkania. Warto dodać, że gol przeciwko Dynamo był dla Portugalczyka 750. w zawodowej karierze.

W 66. minucie wynik ustalił Alvaro Morata, lecz całą sytuację wypracował Federico Chiesa, który w pierwszej połowie otworzył rezultat meczu.

Manchester United – Paris Saint-Germain 1:3 (Rashford 32’ – Neymar 6’, 90+1’, Marquinhos 69’)

“Czerwone Diabły” w tym spotkaniu mogły sobie zapewnić awans do fazy pucharowej 1/8 finału. Środowy mecz jednak trochę skomplikował sytuację podopiecznych Ole Gunnara Solskjaera, którzy o grę w fazie pucharowej powalczą w przyszłym tygodniu z Lipskiem.

Podopieczni Thomasa Tuchela już na początku spotkania pokazali jednak, że zależy im na zwycięstwie. W szóstej minucie wynik spotkania otworzył Neymar. Bramka Rashforda okazała się szczęśliwa i mogła dać gospodarzom impuls.

Po przerwie jednak to goście zdominowali mecz. Najpierw prowadzenie PSG zapewnił Marquinhos, a następnie w doliczonym czasie wynik ustalił Neymar. Bardziej niż postawa zespołu, uwagę zwróciły personalne decyzje Ole Gunnara Solskjaera. Wydawało się, że zmiana Freda będzie najbardziej logiczną decyzją. Norweg się na to nie zdecydował i Brazylijczyk mu się odwdzięczył… czerwoną kartką. Trzeba przyznać, że “Czerwone Diabły” w osłabieniu po drugiej bramce nie potrafiły już nawiązać walki z rywalami.

Sevilla – Chelsea 0:4 (Giroud 8’, 54’, 74’, 83’)

“The Blues” dzięki zwycięstwu z Sevillą wywalczyli pierwsze miejsce w grupie. Warto tutaj dodać, że zespół Franka Lamparda wcale nie był stroną wyraźnie przeważającą. Gdyby spojrzeć na suche statystyki, były elementy, w których lepsza była drużyna gospodarzy, jak choćby przewaga w posiadaniu piłki.

Jak się okazało, bohater meczu był jeden. Olivier Giroud zaprezentował pokaz skuteczności, dzięki czemu z piłkarza z jednym golem na koncie wskoczył do czołówki strzelców Ligi Mistrzów. Francuz w meczu z Sevillą strzelił bowiem cztery gole, zaliczając klasycznego hat-tricka w drugiej połowie.

200PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO