W weekend do Barcelony czy Madrytu? Dwa mecze i trzech kandydatów do mistrzostwa!
08.05.2021

W poniedziałek nieco Athletic Bilbao zepsuł święto 35. kolejki LaLiga, ale nadal mówimy o wyjątkowym weekendzie. Cztery mecze do końca, a o tytuł w Hiszpanii walczą przynajmniej trzy ekipy! Takiej sytuacji nie było od dawna. Jeszcze smaczniej to wszystko zapowiada się w momencie, gdy… czołowa czwórka spotka się między sobą!

Tabela po stronie Atletico. Terminarz dla Barcelony?

Przed sobotnio-niedzielną bitwą o Hiszpanie szybki rzut oka w tabelę:

1. Atletico 76pkt
2. Real 74
3. Barcelona 74

Prowadzi Atletico i póki co wszystko jest w rękach Los Colchoneros. Ekipa Simeone, jeśli wygra komplet meczów zostanie mistrzem. Będzie nim także w sytuacji, gdyby zdobyła 7 punktów, ale wtedy już musi liczyć na jedno potknięcie Realu Madryt, który ma lepszy bilans meczów bezpośrednich. Zresztą Królewscy mają lepsze bilanse z dwoma głównymi rywalami w walce o tytuł. Zerknijmy jednak, kogo będą miały te drużyny na rozkładzie od następnej kolejki:

Atletico: Real Sociedad(5), Osasuna(11), Valladolid(17)
Real: Granada(8), Athletic(9), Villarreal(6)
Barcelona: Levante(13), Celta(10), Eibar(20)

W nawiasach obecne miejsca w tabeli, po których widać, że trzecia Barcelona powinna mieć najłatwiej. W teorii trzy drużyny, które już nie mają o co grać. Levante i Celta mają po pucharach i spokojne utrzymanie. Eibar przed 38. kolejką prawdopodobnie będzie już drugoligowcem. Po drugiej stronie Real Madryt z trzema rywalami z TOP10.

Przewidywania firmy Stats Perform dotyczące końcowych pozycji poszczególnych drużyn w tabeli LaLiga

Powrót Suareza

W ostatnich latach Barcelona Bartomeu podjęła jakichś kilkanaście dziwnych decyzji transferowych. Jednak – chyba – na samym szczycie dajemy wypożyczenie Luisa Suareza do Atletico i… płacenie mu pensji. Nie dość, że wzmocnili rywala, to jeszcze przy użyciu swoich pieniędzy. Urugwajczyk miał już nie domagać i wraz strzelił 19 goli, będąc czwartym najlepszym snajperem ligi! Zresztą o jego osiągach i stopniu w jakim wpływa na Atletico pisaliśmy dwa tygodnie temu przy tekście o klubach uzależnionych od swoich snajperów.

Prowadzące Atletico Madryt wydaje się mieć najzdrowsze proporcje. Będący w czołówce strzelców Luis Suarez jest najlepszy – 19 goli. Za nim trochę wolnego miejsce, ale mają drugiego zawodnika, który osiągną dwucyfrową liczbę goli. Marcos Llorente jeszcze w Realu był “6”, a dzisiaj jest wg hiszpańskiej nomenklatury “todocampistą”. Krótko mówiąc może grać wszędzie. Był prawym obrońcą/wahadłowym, grał w środku pola jako “8”, “10”, a także w roli drugiego napastnika. Z tego wyczarował 11 goli i aż 10 asyst – opisywaliśmy sytuacje Atletico. Co ciekawe bez niego Atletico rozegrało 6 meczów – w tym pierwsze spotkanie z Barcą – i… tylko raz zremisowało, wygrywając pozostałe spotkania.

Co ciekawe Barcelona chce zorganizować hołd dla Suareza za wszystkie dokonania na Camp Nou przed meczem. Taki jest plan klubu, który wysłał oficjalną prośbę do władz ligi.

Wspomnienie 2014

Mecz w Barcelonie nawiązuje z pewnością do wydarzeń z 2014 roku. Wówczas Blaugrana spotkała się z Atletico w ostatniej kolejce. Wtedy mecz decydował o mistrzostwie i teraz – pośrednio – również. Oczywiście jedni i drudzy będą mieli jeszcze okazje na zdobycie punktów w trzech kolejnych spotkaniach.

Mecz z 2014 roku pamięta kila osób po obu stronach. Przede wszystkim Pique, Busquets i Messi po stronie Barcelony, którzy rozpoczynali od pierwszej minuty. Wszystko z ławki oglądał Jordi Alba. Wśród graczy Atletico tych piłkarzy już praktycznie nie ma. Z całej osiemnastki przetrwał jedynie Koke. Oczywiście te dwa spotkania łączy osoba Diego Simeone. Tytuł siedem lat temu był – bez przesady – sensacją. Teraz brak zwycięstwa w lidze, zważywszy na przewagę jaką mieli, byłby na Wanda Metropolitano katastrofą.

Jedną z kontrowersji i nawiązaniem do tamtego meczu jest osoba Mateu Lahoza. Najbardziej znany hiszpański sędzia będzie rozjemcą dzisiejszego meczu. Siedem lat temu Lahoz nie uznał – jak się później okazało – prawidłowo strzelonego gola Messiemu. To było przy stanie 1:1, więc mowa o bramce na wagę mistrzostwa kraju. Katalońskie media przed meczem wyliczają kolejne kontrowersje i błędy Lahoza w meczach z udziałem Blaugrany. Oczywiście chodzi o pomyłki w jedną stronę, bo dziwnym trafem brakuje tych na korzyść Katalończyków. Ciekawie wygląda statystyka, w której Lahoz jest sędzią, który pokazał Leo Messiemu najwięcej żółtych kartek – 7. Najbardziej znana? Ta z 29 listopada ubiegłego roku. Messi wówczas oddał hołd zmarłemu kilka dni wcześniej Diego Maradonie. Gracz Barcy zdjął koszulkę po strzelonym golu na 4:0 przeciwko Osasunie. Na Lahoza wylało się wiadro pomyj, mimo że postąpił zgodnie z przepisami.

Jeden kandydat odpadł

Drugi mecz będzie miał nieco niższą temperaturę. Wszystko przez wspomnianą wpadkę Sevilli z Athletikiem. Miała być wygrana i zachowanie statusu quo. Niestety dla emocji to był negatywny wynik. Mimo wszystko nie ma wątpliwości, że w niedzielny wieczór powinniśmy obejrzeć ciekawe widowisko w Valdebebas.

Milion kontuzji a trofea

Jak pisała Marca przed meczem, w ostatnich 20. meczach Zinedine Zidane wybrał 14 różnych ustawień obrony! To oczywiście wszystko kwestia kontuzji i kłopotów kadrowych. Za przykład podawany była pozycja wahadłowego, na której oglądaliśmy: Carvajala, Lucasa, Valverde(!), Nacho, Marvina Parka z rezerw(!!), a ostatnio… Viniciusa.

Trudno się dziwić, skoro francuski trener w tym sezonie musiał się zmagać już ponad 60. kontuzjami i nieobecnościami swoich zawodników. Takich kłopotów nie miał żaden trener czołowych klubów w Europie. Mimo tego Real Madryt odpadł w półfinale Ligi Mistrzów i na kilka kolejek przed końcem ma szansę na mistrzostwo kraju. Sukces? W wielu miejscach byłby ogromny. Tutaj jednak mowa o Realu Madryt, gdzie sukces = trofeum. Tych może nie być, ale wydaje się, że Zidane i tak wycisnął maksa ze swojej ekipy. Zwłaszcza potrafiąc przestawić ekipę na grę z trójką z tyłu. To było pomocne w momencie deficytów w różnych częściach defensywy.

Hazard(owy) śmiech

Czara goryczy przelała się w Londynie po środowym półfinale. Chodzi o całokształt występu Edena Hazarda na Stamford Bridge. Akcją, o której najgłośniej po meczu były żarty z byłymi kolegami po meczu i szeroki uśmiech na twarzy ex-gracza Chelsea. Belg przeprosił, ale trudno było się spodziewać innej reakcji po fali krytyki, jaka go spotkała. Tym bardziej że znowu jego występ był bezbarwny. Podobnie jak w 90% meczów w barwach Realu Madryt, gdzie zawodzi na całej linii.

Teraz jednak w hiszpańskich mediach dziennikarze są pewni. Po sezonie Florentino Perez zrobi wszystko by spieniężyć Edena Hazarda. Całej kwoty nie odzyska, ale tutaj chodzi o pewną rekompensatę z tytułu sprzedaży, uwolnienie części budżetu płacowego oraz zwolnienie miejsca w kadrze klubu. Hazard będzie na szczycie, coraz dłuższej listy, odchodzących zawodników z Madrytu po sezonie.

Rachunki i nerwy trenera

Dla Julena Lopeteguiego niedzielny mecz będzie szczególny. – 14 meczów w Madrycie i średnia na poziomie 1,43 była po prostu kompromitującymi liczbami. Zresztą jego praca miała dwie klamry. Pierwszą było 2:4 w Superpucharze z Atletico, a ostatnią 1:5 z Barceloną w lidze. Po drodze 0:3 z Sevillą czy też seria kompromitacji z Sevillą(0:3), CSKA, Alaves i Levante. Sześć porażek w tylu meczach, to na Bernabeu zawsze będzie wyrok. Tym bardziej, że Lopetegui nie miał takiej pozycji, jak inni wielcy trenerzy przychodzący do Madrytutak wyglądała przygodą Lopeteguiego na Santiago Bernabeu, o której pisaliśmy w lutym.

Wszystko poprzedzone sensacyjnym zwolnieniem z reprezentacji Hiszpanii na kilka dni przed startem mundialu w Rosji. Trener Sevilli ma rachunki do wyrównania z Realem Madryt. Szkopuł w tym, że jutro zobaczymy czwarte podejście w tym kierunku, które może się skończyć pierwszą udaną próbą. Do tej pory w barwach Sevilli były trzy porażki.

Mamy tylko nadzieję, że tym razem szkoleniowiec Los Nervionenses oszczędzi sędziów. Stałym elementem meczów Sevilli są obrazki, gdy Lopetegui podchodzi z pretensjami do arbitrów. Czasem po meczu – jak ostatnio przeciwko Athletikowi – czasem nawet w przerwie, niczym w Vigo.

Seryjna Sevilla

Pół żartem, pół serio można powiedzieć, że Sevilla to drużyna podatna na wszelkie prawa serii. Zimą pisaliśmy o siedmiu meczach bez straty gola. Po chwili jednak przyszła porażka z BVB, która zastopowała Andaluzyjczyków. Jak na złość potem przyszły dwa gorsze mecze z Barceloną czy ligowa wpadka z Elche. Potem remis w Dortmundzie, który w normalnych okolicznościach byłby dobrym wynikiem. Wtedy jednak oznaczał odpadnięcie sevillistas z Ligi Mistrzów.

Gdy wydawało się, że sezon stracony… przyszła super seria. 8 meczów i 7 zwycięstw. Jedyny remis w Valladolid uratował bramkarz Bono! Każda seria ma swój kres i ta ostatnia zakończyła się w poniedziałek, brutalnie wybudzając Seville z marzeń o tytule.

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO