Ferran Torres – ekskluzywny superrezerwowy w formie życia

Jedną z tegorocznych rewelacji w zespole FC Barcelony bezsprzecznie jest Ferran Torres. Podczas ostatnich miesięcy hiszpański napastnik przeszedł ogromną transformację i z bycia określanym transferowym flopem, a nawet wyśmiewanym memem, stał się piłkarzem docenianym. Droga El Tiburona nie była usłana różami – wiodła ona bowiem także przez problemy – na czele z depresją.
Na początku zawodził
Zacznijmy od samego startu przygody Ferrana Torresa w zespole ze stolicy Katalonii, czyli stycznia 2022 roku. Z jednej strony wówczas FC Barcelona wciąż borykała się z kryzysem po odejściu Leo Messiego, natomiast z drugiej pracę rozpoczął Xavi, czyli szkoleniowiec, który wniósł do „Blaugrany” sportową wiosnę. Zimowe okienko stanowiło wówczas przedsmak nowego otwarcia w Barcelonie, czego zalążkiem miały być transfery takich zawodników jak Adamy Traore, Pierre-Emericka Aubameyanga, czy właśnie Ferrana Torresa.
To właśnie sprowadzenie skrzydłowego Manchesteru City przez wielu było traktowane jako najlepsze ze wzmocnień – Ferran przyszedł do „Dumy Katalonii” za dość dużą kwotę 45 milionów euro oraz podpisał kontrakt do 2027 roku. Xavi miał mu zagwarantować, że właśnie w oparciu o niego będzie budował nowy skład. Tego nie gwarantował mu Manchester City, gdzie jego status nie był zbyt wysoki i w zasadzie nie wiadomo było, czy jest on skrzydłowym, czy może napastnikiem. Wizja bycia kimś zdecydowanie ważniejszym w hierarchii bardzo go skusiła.
Pierwsze miesiące Torresa w Barcelonie zdecydowanie nie należały do łatwych, a mimo w miarę poprawnych liczb (cztery gole i cztery asysty w 18 meczach La Liga), Ferranowi wciąż brakowało czegoś, aby stać się jedną z głównych gwiazd na Camp Nou. Po kolejnych, tym razem letnich zakupach FC Barcelony pozycja skrzydłowego urodzonego w Walencji jeszcze bardziej zmalała. Musiał ustąpić miejsca chociażby Robertowi Lewandowskiemu czy Raphinhi.
📊 | Ferrán Torres has registered 0 shots on target in his last 4 matches. pic.twitter.com/xZLXJuqn6T
— infosfcb 𝕏 (@infosfcb) April 24, 2022
Piłkarskie problemy i nie tylko…
Kolejny sezon w jego wykonaniu był już – co tu dużo mówić – piłkarską katastrofą. Torres zagrał wtedy w 33 ligowych potyczkach, strzelając tylko cztery gole i notując tylko dwie asysty – był to gorszy dorobek niż ten zgromadzony podczas… jednej rundy poprzedniej kampanii. Przy takich liczbach, nawet pomimo zdobytego mistrzostwa Hiszpanii i honorowego gola strzelonego w El Clasico, „El Tiburon” zdecydowanie nie mógł być z siebie zadowolony. Przełożenie na taki stan rzeczy miały także problemy zdrowotne, a konkretnie depresja. Sam skrzydłowy lokalnym mediom (tłum. FCBarca.com), mówił tak:
– Czułem się jakbym wpadł w bezdenną otchłań. Nigdy wcześniej nie byłem tak załamany. Obiecałem Xaviemu, że znów będę sobą. Oddałem się w ręce psychologa. Zazwyczaj chodzę raz lub dwa razy w tygodniu. Pomogła mi też rodzina, mam bardzo zdrowe środowisko. (…) Wiem, że w Barcelonie presja jest bardzo wysoka i latem sięgnąłem dna. Widziałem siebie w ślepym zaułku. Mój sezon nie był dobry i byłem zestresowany. Po meczu przeciwko Napoli nie byłem z siebie zadowolony. Potem odpadnięcie z Eintrachtem… Rozegrałem wiele meczów bez gola i miałem obsesję na ich punkcie. Potem w presezonie doznałem kontuzji i miałem zły okres.
Przyszły rok w wykonaniu reprezentanta Hiszpanii, podobnie zresztą jak i całej FC Barcelony, również nie należał do najbardziej udanych. „Duma Katalonii” nie sięgnęła po żadne trofeum, odpadła m.in. w 1/8 finału LM z PSG, a sam Ferran pełnił raczej drugoplanową rolę w układance Xaviego – świadczy o tym zaledwie 1200 ligowych minut i bardzo wiele wejść z ławki rezerwowych. Miał „małe momenty”, jak hat-trick z Betisem, ale ogólnie nie mógł być zadowolony ze swojego statusu. Półtora miesiąca stracił przez kontuzję, a potem w kwietniu i w maju już ani razu do siatki nie trafił.
Swego rodzaju przełamaniem dla 25-latka z pewnością było EURO 2024, w którym Torres był co prawda rezerwowym, jednak występując w pięciu meczach strzelił nawet gola przeciwko Albanii. Sukces z kadrą narodową zdecydowanie wniósł w poczynania Torresa powiew świeżości i „El Tiburon” w końcu uwierzył, że jest zdolny do – jak mówi znana reklama – rzeczy wybitnych.
Ferran Torres: “There were a couple of months I felt like I was in a bottomless pit and couldn't find a way out — the psychologist helped me a lot” 🔵🔴 #FCB
“I'm not responsible for the price I was bought for. Barça & Xavi called me – and I see myself at Barça for many years”. pic.twitter.com/36ASwpzr4O
— Fabrizio Romano (@FabrizioRomano) February 21, 2023
Efekt Flicka
Trwająca kampania w wykonaniu Ferrana Torresa jest czymś, czego nie spodziewali się chyba najwięksi zwolennicy talentu wychowanka Valencii. Podczas rozgrywek La Liga Hiszpan, którego kibice chętnie latem by pożegnali, strzelił już w lidze dziewięć goli, co już teraz jest jego najlepszym wynikiem w życiu i to mimo tylko 800 minut!
Kapitalną formę Ferran prezentuje również w rozgrywkach Ligi Mistrzów i Pucharu Króla, gdzie kilkukrotnie w zasadzie w pojedynkę decydował o zwycięstwie FC Barcelony. Mowa chociażby o meczu przeciwko Borussii Dortmund w grudniu poprzedniego roku, kiedy to strzelił dwa gole na przestrzeni ostatnich minut meczu. Ostatecznie ta potyczka zakończyła się zwycięstwem „Dumy Katalonii” 3:2. Już w najbliższą środę (9 kwietnia) Torres znów będzie miał okazję, aby „ukąsić” ekipę z Zagłębia Ruhry – oba zespoły będą bowiem rywalizować z sobą w ramach ćwierćfinału Ligi Mistrzów.
✨ Un gol 𝕔𝕝𝕒𝕧𝕖 para una nueva victoria 🇪🇺
🦈 @FerranTorres20 para ganar en Dortmund 🙌 #UCL pic.twitter.com/Gyy1gLEKxr
— Liga de Campeones (@LigadeCampeones) January 4, 2025
W Pucharze Króla Ferran również miał w tym sezonie swoje momenty chwały i wielu kibicom to właśnie te rozgrywki przychodzą na myśl jako pierwsze, jeśli chodzi o postać Torresa. Podczas obecnego sezonu rozgrywek Copa del Rey 25-latek strzelał w meczach przeciwko trzem z czterech rywali, zachowując „strzelecki celibat” tylko w spotkaniu 1/16 finału z Barbastro.
- FC Barcelona vs Real Betis – 5:1 (1x Ferran Torres)
- Valencia vs FC Barcelona – 0:5 (3x Ferran Torres)
- Atletico Madryt vs FC Barcelona – 0:1 (1x Ferran Torres)
Sam zainteresowany nie ukrywa, że szczególnie zależy mu na triumfie właśnie w tych rozgrywkach (tłum. FCBarca.com): – Wygrana tutaj smakuje wyśmienicie, wiedząc, że daje nam awans do finału. (…) Czy czujemy się faworytami w każdym meczu? Wewnętrznie tak, ale to nie sprawia, że możemy się rozluźnić. Musimy się rozwijać, pracować z pokorą i dopiero wtedy pojawią się tego efekty – stwierdził Torres po ostatnim meczu z Atletico Madryt.
Instynkt snajpera 🎯 Ferran Torres godnie zastępuje dzisiaj "Lewego"!
🔴 📲 OGLĄDAJ #ATMBAR ▶️ https://t.co/6HnW6zcp4I pic.twitter.com/G09ZDNcjaN
— TVP SPORT (@sport_tvppl) April 2, 2025
Ferran godnie zastępuje Lewandowskiego
Co istotne, Hansi Flick przychodząc do FC Barcelony zmienił piłkarski profil Ferrana, gdyż ze skrzydłowego zmienił go w mobilnego i rozbieganego napastnika, który jest szczególnie niewygodny dla obrony w zasadzie każdego rywala. Tutaj pojawia się oczywiście delikatny konflikt interesów, ponieważ od prawie trzech lat niezachwiane miejsce na pozycji numer dziewięć ma oczywiście Robert Lewandowski. Pod tym względem nic się jednak nie zmieniło i to Polak wciąż jest pierwszym wyborem niemieckiego szkoleniowca.
Lewandowski nie może czuć się więc zagrożony przez Torresa, ba, w wielu meczach Ferran odciąża 37-latka, który z oczywistych względów nie jest już w stanie grać na najwyższym poziomie z taką częstotliwością jak jeszcze kilka lat temu. Dobra forma rezerwowego napastnika jest więc na rękę w zasadzie wszystkim. Flickowi – bo ma dwóch klasowych klasowych napastników w składzie. Lewandowskiemu – bo nie musi grać w każdym meczu po 90 minut. Najświeższy przykład to półfinał Pucharu Króla z Atletico – zastąpił „Lewego” i zdobył jedyną bramkę na wagę awansu.
Ferran Torres o Robercie Lewandowskim 🥹 pic.twitter.com/h1m8rI3CgH
— TVP SPORT (@sport_tvppl) March 1, 2025
Kibice wreszcie zaczęli częściej chwalić niż wyśmiewać Ferrana. Piłka bywa przewrotna i jest to banał, jednak tego, że „El Tiburon” nie będzie już tylko prześmiewczą ksywą, a mającym wiele wspólnego z futbolową rzeczywistością przydomkiem, spodziewało się naprawdę niewielu.
fot. PressFocus