Wysoki pressing, rozgrywający na boku obrony i mnóstwo liczb. Liga Mistrzów bez tajemnic!

04.11.2020

W dobie, gdy wszyscy wszystko chcą ukryć, UEFA wyszła z bardzo bogatą wiedzą dla wszystkich fanów piłki nożnej. W ubiegłym tygodniu opublikowany został raport techniczny dotyczący Ligi Mistrzów 2019/2020, w którym dokładnie przeanalizowano minione rozgrywki. Statystyki, wywiady, analizy. Krótko mówiąc kompendium wiedzy dla tych, którym nie wystarczają jedynie mecze i skróty. Co można tam znaleźć?

Tak naprawdę wszystko, czego dusza zapragnie. Każdy znajdzie coś dla siebie. Jeśli lubisz dokładne analizy stylu gry konkretnych ekip, znajdziesz informacje o tym, jak kto pressuje, rozpoczyna akcje czy rozgrywa stałe fragmenty. Natomiast dla fanatyków liczb to również musi stanowić biblie, gdyż można znaleźć niemalże wszystkie interesujące statystyki z ubiegłego sezonu! Cały raport jest dostępny tutaj.

Rozgrywający z boku obrony

Pamiętacie jaką sensacje wywołało przesunięcie Phillipa Lahma z prawej obrony na środek pomocy? Wówczas mówiło się o innowacyjności w piłce itd. Dzisiaj boczni obrońcy to nie tylko goście, od biegania przy linii od pola karnego do pola karnego. Obecnie stanowią bardzo ważne, a czasem wręcz kluczowe role w swoich zespołach.

Umiejętność pójścia do przodu i gry w ostatniej tercji boiska jest kluczowe, gdyż bronienie to – prawdopodobnie – około 20% pracy bocznego obrońcy – ciekawie zauważył Phil Neville, obecny trener reprezentacji Anglii kobiet.

Trent Alexander-Arnold został określonym mianem „false full-back” czyli fałszywego bocznego obrońcy przez Graeme’a Sounessa. Jeszcze inną rzecz zauważył selekcjoner kadry Belgii Roberto Martinez. – Do niedawna rozgrywający reprezentował DNA twojego zespołu. Takim zawodnikiem był Xabi Alonso, który dyktował tempo gry, ale teraz to jest właśnie boczny obrońca. (…) Jeśli masz ofensywnie nastawionego bocznego obrońcę, jesteś w stanie mieć wystarczająco wielu graczy w atakującej tercji. Jeśli masz defensywnego, możesz atakować maksymalnie czwórką graczy. To jest największa zmiana ról jaka zaszła w ostatnich pięciu latach – powiedział były szkoleniowiec Evertonu.

Piątka w polu karnym

W ubiegłym tygodniu pisaliśmy o zmianach w przepisach, jakie proponujemy w kontekście usprawnienia gry. Wówczas zwracaliśmy uwagę na zmianę przepisów przy rozgrywaniu rzutu od bramki i teraz też, bo taki aspekt został poruszony w raporcie. Dokładnie 24% wszystkich wznowień od bramki kończyło się podaniem do partnera stojącego w polu bramkowym. To w obszarze globalnym, ale byli tacy, którzy nad wyraz dominowali w tej kwestii. Bez niespodzianek, w czubie PSG(45%), Napoli(43%) oraz Bayern i Liverpool(42%), a za nimi Barcelona, Juve(po 40) i Inter(39). Co ciekawe jedynym bramkarzem, który w ten sposób nie rozpoczął ani razu(!) był Dominik Livaković z Dinama Zagrzeb.

Heatmapa porównująca wznowienia bramkarzy Bayernu i PSG

Jednak gdy porównamy wznowienia finalistów według heatmap, to zobaczymy sporą różnicę. Bayern i Manuel Neuer praktycznie nie zagrywali piłki na połowę przeciwnika. Zaledwie jedno wznowienie w ten sposób, dwa kolejne w okolice linii środkowej, ale też w boczne sektory, a poza tym wszystko mniej więcej do granicy 30-35 metra własnej połowy. Co ciekawe aż 98% wznowień przez bramkarza Bayernu było udanych!

Dla porównania PSG było bardzo bezkompromisowe. Albo piłki były zagrywane do obrońców lub schodzących pomocników, albo dłuższym zagraniem szukano zawodników w formacji ataku i tutaj najczęściej celowano w boczne sektory. – Gdy pressing jest bardzo wysoki, wielokrotnie dochodzi do błędów, gdyż nie każdy gra tak genialnie nogami jak Manuel Neuer – stwierdził Gines Melendez.

Na bardzo ciekawą rzecz zwrócił uwagę Roberto Martinez, który wskazał na inne rozwiązanie wybrane przez Edersona w meczu Manchesteru City w Madrycie z Realem. Wówczas wydawało się, że Citizens rozegrają krótko wznowienie od bramki, tymczasem Brazylijczyk posłał piłkę na kilkadziesiąt metrów do Gabriela Jesusa. Angielski zespół wówczas znalazł się w sytuacji 2 na 2 po jednym podaniu. Wielu powie, że była to „laga”, ale znając Edersona, po prostu potrafił ocenić sytuacje i wybrać inne rozwiązanie niż podanie do najbliższego kolegi.

Wysoki pressing

Skoro była mowa o krótkim wznowieniu gry, pora na aspekt, który może znacznie utrudnić taki sposób rozgrywania piłki. Wysoki pressing. Wczoraj pisaliśmy o Atalancie Bergamo, a więc drużynie grającej skrajnie ryzykowny futbol. Zresztą zacytujmy ten tekst:

We wspomnianym raporcie UEFA wysoki pressing był jednym z tematów rozważań. Cosmin Contra zauważył wpływ ustawienia Atalanty na strzelonego gola przeciwko PSG w 1/4 finału. (…) Bardzo duże ryzyko podjęte przez Atalantę wówczas się opłaciło. Dlaczego ryzyko? O ile przewaga w środku pola La Dei jest wyraźna, o tyle już sytuacja z tyłu to typowe pozostawienie 1×1. Patrząc na jakość piłkarzy PSG to naprawdę spore ryzyko. – Gol przyszedł z bardzo wysokiego i zorganizowanego pressingu ze strony Atalanty, która zmusiła bramkarza PSG do zagrania piłki aż w stronę napastnika (…) To system, gdzie atakujesz wieloma zawodnikami i pozwala ci pressować bardzo wysoko po stracie piłki, ale wówczas jesteś bardzo wrażliwy w defensywie – celnie zauważył Rumun.

Na ogół się to opłaca, gdyż można w ten sposób zyskać piłkę blisko pola karnego rywala i po kilku sekundach finalizować akcje. Co jednak, gdy coś się nie powiedzie lub rywal znajdzie na to sposób? Zazwyczaj są spore kłopoty.

To nie jest zbyt niebezpieczne – zapytał Hansiego Flicka jeden z jego zawodników
Jedność jest niezmiernie ważna. Bronicie wszyscy razem, jako zespół przeciwko piłce, nie indywidualnie – wytłumaczył szkoleniowiec Bawarczyków

Miał racje. Zresztą zerknijmy na przykład z meczu Bayern-Barcelona w turnieju finałowym. Wówczas Niemcy strzeli aż trzy gole po odbiorach piłki w wysokim pressingu! Pamiętacie rewanżowy mecz 1/8 finału Manchester City-Real Madryt? Raphael Varane znajdujący się pod dużą presją traci piłkę, a po chwili Citizens strzelają gola na 1:0. – Real starał się grać wszystko od tyłu cały czas i zmagał się z wysokim, agresywnym pressingiem, co oznaczało, że tercet pomocników [Realu] nie miał wpływu wpływu na grę w posiadaniu – komentował Phil Neville.

Łatwo o gola?

Czy to skuteczne narzędzie? Można się spierać lub nie, ale w 119 meczach UEFA naliczyła 1148 strat drużyn, które zostały zaatakowane wysokim pressingiem, czyli przynajmniej 10 w meczu! Przełożyło się to na 217 strzałów oraz 30 goli. Można się spierać o skuteczność, ale skoro w każdym meczu dziesięć razy ktoś traci piłkę na własnej połowie, a może nawet w okolicach własnego pola bramkowego, to znak, że warto w ten sposób spróbować wejść w posiadanie piłki i mieć okazje na szybkie wykończenie akcji.

Roberto Martinez z kolei zwracał uwagę na wysoki pressing Lipska w różnych systemach gry. Przy 3-4-3 przeciwko Tottenhamowi zrobili użytek z wahadłowych, a z kolei przy 4-1-4-1 przeciwko PSG Dani Olmo jako lewy środkowy pomocnik naciskał lewego środkowego obrońcę Francuzów zmieniając stronę na prawą i Red Bull zyskał piłkę. Zresztą ekipa Nagelsmanna zrobiła spory użytek z odbiorów piłki i szybkiej finalizacji. Drużyna z Lipska oddała 29 strzałów w przeciągu 15 sekund po odbiorze piłki i pod tym względem ustąpili tylko Bayernowi – 44 próby.

Jednak to Ajax był zespołem, który pozwalał na najmniej swoim przeciwnikom. Średnio 7,5 podania rywale Holendrów mogli wykonać zanim Joden podjęli akcje obronną. W czołowej piątce znaleźli się jeszcze Bayern, Liverpool, Manchester City czy Atalanta.

Biegacze z Czech

Kojarzycie takiego zawodnika jak Petr Sevcik? Jeśli nie oglądacie uważnie meczów Slavii Praga, macie prawo nie znać. Tymczasem ten środkowy pomocnik w minionym sezonie znalazł się w czołówce dwóch klasyfikacji. Rozegrał pięć z sześciu meczów w fazie grupowej – w pełnym wymiarze – i średnio pokonywał 13,47 kilometrów na spotkanie! Pod tym względem był zdecydowanie najlepszy. Tuż za nim… kolega z drużyny Tomas Soucek(12,69). Co ciekawe w TOP10 tej klasyfikacji znalazł się jeszcze jeden Czech – Vladimir Coufal. Jednak wynik Sevcika musiał zrobić wrażenie, w końcu był lepszy od trzeciego Marcelo Brozovicia średnio o kilometr!

Sevcik był także w topie najczęściej „sprintujących”. 59,4 sprinty wykonane w każdym meczu dały mu drugie miejsce. Pomiędzy… klubowymi kolegami. Trzeci był Lukas Masopust(56,67), a wygrał Peter Olayinka(60,33). Wyniki kapitalne, w końcu taki Alphonso Davies czy Jadon Sancho zaliczyli ich prawie 10 mniej w każdym rozegranym meczu, odpowiednio 51,38 i 50,88.

Zabójcze końcówki

Gra do końca to często powtarzany frazes. Jednak ubiegły sezon Ligi Mistrzów pokazał, że nie do końca. Aż 95 goli wpadło w ostatnim kwadransie meczu, co stanowiło niemal 1/4 całego dorobku rozgrywek! Za sprawą goli w końcówkach meczów rozstrzygniętych zostało aż 20 meczów, co stanowi 16,8%, czyli jakąś 1/6 całości. Najlepszy pod tym względem był Szachtar Donieck. Ukraińcy, co prawda nie wyszli z grupy, ale 5 z 6 punktów zgarnęli za sprawą goli strzelanych w ostatnim kwadransie meczu!

Interesujący jest rozkład goli pod kątem obu połów. O ile w fazie grupowej strzelano znacznie więcej w drugich częściach spotkań – 177 do 131 – o tyle już faza pucharowa tak jednoznaczna nie była. W pierwszych połowach wpadło 35 goli, przy 39 trafieniach w drugich i czterech bramkach w dogrywkach. Warto zauważyć, że ani razu nie oglądaliśmy konkursu rzutów karnych.

Strzelanina

Pod względem strzelonych goli to był sezon numer dwa, jeśli chodzi o liczby bezwzględne. 386 trafień to wynik kapitalny, lepszy – o dwadzieścia bramek – od rozgrywek 2018/19. Zabrakło 15 goli do rekordu z rozgrywek 2017/18, a przecież pamiętajmy, że było sześć meczów mniej, bez rewanżów w 1/4 i 1/2 finału.

Liczba i średnia strzelonych goli w kolejnych sezonach Ligi Mistrzów

Dzięki temu średnia goli na mecz była najwyższa w dotychczasowym formacie Ligi Mistrzów, czyli od sezonu 2003/2004!

Dodatkowo kibice zobaczyli zaledwie 4 bezbramkowe remisy, ale jest jeszcze statystyka, na którą warto zwrócić uwagę. Aż 11 meczów zakończyło się wygraną różnicą czterech goli lub więcej. Dziewięć z nich było zasługą klubów z lig TOP5, ale dwie to zasługa Red Bulla Salzburg(nad Genkiem) oraz Dinama Zagrzeb(nad Atalantą). Pod tym względem jednak nie ma mowy o rekordzie, gdyż najwyższym wynikiem może się pochwalić edycja 2014/15. Wtedy było aż 15 takich pogromów, wśród których dwukrotnie brał udział Szachtar Donieck!

Warto strzelać jako pierwszy

Przy wspomnianych wysokich wynikach to zazwyczaj mecze do jednej bramki. Ale ten pierwszy gol, jak się okazuje jest niezwykle ważny, gdyż zazwyczaj decyduje o wszystkim. 69,6% meczów kończyło się wygraną drużyny, która rozpoczynała strzelanie. Te same ekipy nie przegrywały w 86,1% spotkań!

Lewandowski najlepszy, Haaland najskuteczniejszy

Nie można zapomnieć o najlepszym piłkarzu poprzedniej edycji. Robert Lewandowski wykręcił kapitalny wynik i strzelił 15 goli.  Niewiele brakowało, a pobiłby rekord Cristiano Ronaldo z sezonu 2013/14, gdy Portugalczyk strzelił 17 goli. A przecież Lewy nie zagrał w jednym meczu fazy grupowej, miał mniej spotkań do dyspozycji, a mimo tego został pierwszym samodzielnym królem strzelców Ligi Mistrzów, który nie nazywa się Cristiano Ronaldo lub Leo Messi, od 2006/07, gdy był nim Kaka.

Miejsca na boisku, z których Lewandowski strzelał gole w ubiegłym sezonie Ligi Mistrzów

Aż siedem trafień Lewego to były gole strzelone z pola bramkowego. Cztery spośród wszystkich wpadły po uderzeniach głową. Jak to wyglądało dokładniej?

Expected goals na poziomie 14,57, co oznacza, że strzelił to, co powinien, a nawet ciut więcej. Pod tym względem jednak ciekawym ewenementem był kolega Lewego z Bayernu. Serge Gnabry powinien wg „xG” mieć 3,73 gola, a strzelił… 9 razy! Wróćmy jednak do Lewego. Oddał aż 52 strzały, czyli dwa razy więcej niż wspomniany Gnabry i, co ważne, 33 z nich było celnych. Skuteczność wyniosła zatem 28,8% i nijak się ma do wicekróla strzelców, Erlinga Haalanda. Norweg oddał ledwie 21 uderzeń i 10 razy pokonał golkiperów bramkarzy. 47,6& skuteczności to kosmiczny wynik, do którego z czołówki strzelców zbliżył się jedynie Mauro Icardi. Argentyńczyk jednak strzelił o połowę mniej goli, oddając dwanaście strzałów.