Marco Paixao: “Uważam Piotra Stokowca za wielkiego rasistę”

Po tym jak Marco Paixao zamienił Lechię na beniaminka tureckiego drugiego poziomu rozgrywkowego, niektórzy wróżyli mu koniec kariery. Portugalczyk jednak na razie nie zawiesza butów na kołku, czego dowodem są jego ostatnie statystyki. Przez dwa lata w Turcji piłkarz dwukrotnie zdobył koronę króla strzelców, choć w tym roku skończy 36. lat.

Gdzie Marco Paixao odnalazł raj na ziemi? Jak wspomina pobyt w Polsce? Jakie ma zdanie na temat trenera Lechii Gdańsk, Piotra Stokowca? Czym Portugalczyk kieruje się w życiu? Więcej w rozmowie “Futbol News”.

***

Na samym początku rozmowy chciałbym panu pogratulować drugiej z rzędu korony króla strzelców tureckiej pierwszej ligi. Jak pan to robi, że wciąż jest w tak dobrej dyspozycji?

Myślę, że częścią sukcesu jest otoczenie przez pozytywnych ludzi. Najważniejsze jest dla mnie jednak to, żeby każdego dnia być jeszcze lepszym piłkarzem. Codziennie motywuję się do tego, żeby coś zrobić lepiej niż robiłem to dzień wcześniej. To jak obsesja! Każdego dnia w stu procentach skupiam się na najbliższych celach, które sobie wyznaczam.

Pana kontrakt z Altay wygasa w 2022 roku. Wypełni pan umowę z klubem, czy może skusi się na jeszcze jedno piłkarskie wyzwanie?

Otrzymałem wiele ofert z innych klubów, lecz wszystkie negocjacje upadły ze względu na pandemię koronawirusa. Proponowano mi naprawdę dużo pieniędzy! Przyznam jednak, że jestem bardzo zadowolony z mojego pobytu w Izmirze. To miasto jest cudowne, każdego dnia świeci słońce. Poza tym mieszkam przy plaży, a na co dzień otaczają mnie sami pozytywni i przy tym skromni ludzie. Myślę, że trudno byłoby mi zmienić otoczenie w tej chwili. Nikt nie wie, jakie będą moje dalsze losy, ale pokochałem Izmir i bardzo się cieszę, że jestem właśnie tutaj.

W Polsce krytykowano pana decyzję, że zdecydował się pan na odejście do beniaminka tureckiego drugiego poziomu rozgrywkowego, a okazało się, że ten ruch był bardzo udany. 

Nie obchodzą mnie opinie przegrywów! Zdecydowałem się  na Altay, ponieważ potrzebowałem odpowiedniego miejsca na powrót do formy. Już na samym początku gdy wraz z żoną odwiedziliśmy Izmir, wiedzieliśmy że musimy tu zostać na stałe. Nie byłem pewien, jak będzie wyglądać przyszłość, ale byłem przekonany co do swojej decyzji.

Ten ruch okazał się dla mnie bardzo dobry, czego dowodem są moje statystyki. W ciągu dwóch lat dwukrotnie sięgnąłem po koronę króla strzelców. Poza tym w moim pierwszym sezonie w Altay SK pobiłem ligowy rekord, zdobywając 29 goli.

Wtedy miałem oferty z wielu naprawdę dobrych europejskich klubów. Przeznaczenie jednak zaprowadziło mnie do Altay i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy.

Jak by pan opisał klub, w którego barwach występuje od dwóch lat?

Ostatnie lata były dla niego naprawdę trudne i znalazł się w niższych ligach. To jednak klub z bogatą historią! Przede wszystkim jest najsilniejszy z sześciu bądź siedmiu zespołów w Izmirze. Ciężko jednak walczymy o przywrócenie naszej drużyny do Superlig. Nie mam wątpliwości, że miejsce Altay powinno być w najwyższej lidze!

Z kim pan najbardziej trzyma w szatni?

Moim najlepszym kolegą z zespołu Altay jest Helder Tavares. Można powiedzieć, że w tej drużynie jest dla mnie jak brat. Zresztą duży wpływ na to ma fakt, że obaj jesteśmy Portugalczykami.

Wspomniał pan wcześniej, że Izmir to cudowne miasto. Co się panu w nim szczególnie spodobało?

Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że podoba mi się tu absolutnie wszystko i wręcz nie mogę powiedzieć, że coś mi tu nie przypadło do gustu. Tak jakbym miał w postaci tego miasta bratnią duszę. Wszystko jest tu wspaniałe – pełno młodych ludzi, słońce, plaże, pyszne jedzenie…

A jak wspomina pan swoje początki w Polsce?

Do Polski trafiłem z Cypru. Śląsk obserwował mnie już wcześniej, jednak pewnego razu na meczu był obecny zarówno trener, jak i członkowie jego sztabu. Chcieli mnie wtedy zabrać do siebie jak najszybciej. Miałem kilka ofert z większych cypryjskich klubów, ale ostatecznie los zaprowadził mnie do Śląska.

Co panu pomogło w aklimatyzacji w Polsce? Od samego początku pobytu było widać, że czuł się pan tutaj dobrze.

Miałem szczęście, że trafiłem na odpowiednich ludzi. Dudu oraz Dalibor Stevanović to ludzie, na których pomoc mogłem liczyć każdego dnia. Poza tym adaptacja była dla mnie łatwa, gdyż zawsze miałem mentalność zwycięzcy i przychodziłem do Wrocławia z pozytywnym nastawieniem. Dlatego od początku wszystko układało się perfekcyjnie!

Jak pobyt w Śląsku wpłynął na pana dalsze życie?

Ten czas był dla mnie niesamowity. Radziłem sobie na tyle dobrze, że już po trzech, czterech miesiącach pojawiło się kilka ofert z innych klubów. Pokochałem Śląsk i jego kibiców, tylko za prezesem nie przepadałem. Samo to doświadczenie tchnęło jednak w moje życie wiele pozytywnej energii.

Zresztą Śląsk zawsze będzie w moim sercu. Zarówno od strony sportowej, ponieważ pobiłem klubowy rekord goli w sezonie, ale nie tylko. Wiele razy miałem styczność z kibicami tego zespołu i naprawdę ich pokochałem.

Po ponad dwóch latach odszedł pan do Sparty Praga. Z perspektywy czasu uważa pan, że decyzja o przenosinach do tego zespołu była błędem?

To był ogromny błąd! Mogę nawet stwierdzić, że to najgorsza decyzja w moim życiu. Od początku coś było nie tak, atmosfera w tym klubie była wręcz okropna. Strzeliłem siedem goli w pięciu meczach w okresie przygotowawczym, rozegrałem kilka spotkań w lidze. A potem stało się coś dziwnego, na co do dziś nie znam odpowiedzi. Potem jeszcze doznałem kontuzji i czułem się okropnie.

Miałem wtedy oferty z kilku naprawdę bardzo dobrych klubów. Wtedy agent wpłynął na mnie, żebym zdecydował się na ten transfer. Nie powinienem go słuchać, ponieważ przenosiny do Czech były wielkim błędem.

Dlatego zdecydował się pan na powrót do Polski?

Poczułem, że upadłem jako piłkarz. Musiałem najpierw wyleczyć się z kontuzji, a następnie zacząć wszystko od nowa, dobrymi występami. W tym transferze pomógł mi mój agent, Bruno Oliveira. Lechia wyrażała mną zainteresowanie jeszcze gdy grałem w Śląsku, dlatego zdecydowałem się przyjąć ofertę tego klubu. Chciałem również wrócić do kraju, z którym miałem same dobre wspomnienia.

Z którymi piłkarzami, poza bratem, miał pan w Lechii najlepszy kontakt?

João Oliveira, João Nunes, Steeven Vitória, Romário Balde, Lucas. Z nimi przez ten czas trzymałem się najbardziej.

Co będzie pan wspominać najlepiej z czasu pobytu w Gdańsku?

Przede wszystkim sezon, w którym walczyliśmy o mistrzostwo. W siedmiu meczach zdobyłem dwa hat-tricki, miałem świetny czas w rundzie finałowej. Takie momenty z tamtego okresu najbardziej chciałbym pamiętać.

Poza tym tutaj również chciałbym pochwalić kibiców. Fani Lechii to naprawdę cudowni ludzie, miło było ich widywać zarówno na stadionie, jak i na mieście.

Kto był według pana najlepszym szkoleniowcem, z którym miał pan styczność?

Yalcin Kosukavak, który od lutego prowadzi Altay jest naprawdę niesamowitym trenerem. Potrafi reagować na wydarzenia meczowe od strony taktycznej. Wie również, jak tworzyć przestrzeń na boisku, aby zadać cios rywalom. Uważam, że to klasa sama w sobie.

A jak wspomina pan współpracę z trenerem Lechii, który prowadzi ją zresztą do dziś, Piotrem Stokowcem?

Ludzie z zewnątrz nie widzieli tego, co działo się w szatni. Uważam Piotra Stokowca za wielkiego rasistę! W żadnym klubie w całym moim życiu nie miałem takich problemów z trenerem, jak wtedy z nim. Już od samego początku zauważyłem jego postawę, po prostu chciał mnie wyrzucić z drużyny. Wymyślił nawet karę finansową, żeby mnie poniżyć. Dzięki Bogu, nie jestem osobą, która pozwala siebie poniżać. W zespole byli jednak zawodnicy, którzy dali się mu upokorzyć.

Raz prawie pobiliśmy się w szatni, dlatego postanowiłem skorzystać z usług prawnika. Gdybym nie otrzymał od niego instrukcji, jak postępować, podjąłbym wtedy kilka złych decyzji. Chciałbym pewnego dnia go zobaczyć i przekonać się, czy jest mężczyzną – jak mi próbował pokazać. Ciekawe czy teraz powiedziałby mi coś w twarz tak, jak to zrobił wtedy. Może któregoś dnia znowu się spotkamy! To smutne, ale taka czasami jest piłka nożna i musimy stawiać czoła niektórym niedorzecznym ludziom.

Jak objawiał się ten rasizm, a poza tym kogo i w jaki sposób upokorzył Piotr Stokowiec? 

Nie chcę wchodzić w szczegóły. Ale jak już wspomniałem mam nadzieję, że pewnego dnia zobaczę go twarzą w twarz, a wówczas zobaczymy, czy jest mężczyzną.

Jak rozumiem do Lechii już by pan nie wrócił, a skorzystałby pan z oferty z innego polskiego klubu?

Nie, w żadnym wypadku.

Dlaczego?

Moje ostatnie trzy miesiące w Lechii były okropne. Miałem potem problemy natury psychologicznej, więc powrót do Polski byłby dla mnie bardzo trudny. Poza tym jestem szczęśliwy w Turcji.

A może zdecydowałby się pan na jakiś egzotyczny kierunek, na przykład do którejś z azjatyckich lig?

W ubiegłym roku miałem ofertę z Chin, ale ją odrzuciłem. Chciałem wciąż żyć w raju zwanym Izmirem.

Chciałby pan przypomnieć o sobie w Portugalii, wracając tam po kilkunastu latach?

Nigdy nic nie wiadomo. Może pewnego dnia wrócę do rodzinnego kraju, nic nie jest niemożliwe.

Myśli pan czasem o tym, czym mógłby się pan zająć po zakończeniu kariery piłkarskiej?

Tak, mam kilka planów na przyszłość. Do tej pory poczyniłem już kilka udanych inwestycji. Myślę, że jednak zostanę przy piłce – chciałbym spróbować pracy w roli piłkarskiego agenta.

Czytałem kiedyś, że przez całą piłkarską karierę przeszedł pan dużą przemianę nie tylko jako piłkarz, ale przede wszystkim jako człowiek. 

Wszystko się zmieniło, gdy przeczytałem książkę “Sekret umysłu milionera”. Mogę powiedzieć, że właśnie nią kierowałem się przez ostatnie lata mojej kariery piłkarskiej. Zmieniła moją mentalność i dzięki niej stałem się szczęśliwszym i pozytywnym piłkarzem oraz człowiekiem.

Co jest dla pana obecnie najważniejsze w życiu?

W tej chwili to być otoczonym przez pozytywnych ludzi, w zakątku nad morzem, gdzie słońce świeci przez cały czas. Bardzo doceniam też to, że ja i moja rodzina nieustannie jesteśmy szczęśliwi!

ROZMAWIAŁ: PRZEMYSŁAW CHLEBICKI

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO